Dyndające obywatelstwo

Wczorajszym meczem nie emocjonowałem się. Zaglądałem co chwilę do pokoju z telewizorem, śledziłem przez moment akcję, ale zaraz znajdowałem coś ciekawszego do roboty. Tak to mnie mizernie interesuje, biję się w piersi. Znacznie bardziej zainteresowała mnie dzisiejsza wypowiedź mistrza intelektu Mirosława Orzechowskiego. Niemieckawy z lekka Polak Łukasz Podolski strzelał bramki bezwzględnie celnie, więc jako formę bezwzględnej zemsty Orzechowski sugeruje pozbawienie go obywatelstwa. Z takim oto apelem wystąpił podobno do Prezydenta, uznając widocznie aż tak wysoką rangę tej sprawy. Ranga z pewnością wysoka, ale i trudna wręcz beznajdziejnie. Obejrzałem parę serwisów informacyjnych i moje zdziwienie wzrastało błyskawicznie, wypierając całkowicie początkowe rozbawienie. Również program Tomka Lisa dostarczył mi podobnego skrętu emocjonalnego, przynajmniej po nim nie oczekiwałem zbyt wiele… Czy ktoś mi może na miłość boską wskazać paluszkiem na jakiej podstawie można kogokolwiek pozbawić obywatelstwa?! Może oślepłem?

Nieszczęsna babcia

Nie zdarza się często, bym relacjonował zajęcia ze swojej uczelni. Jeśli już to czynię, muszę mieć ku temu powody ważne, na pewno zaś wystarczająco interesujące. Dzisiejsze ćwiczenia z prawa konstytucyjnego nabrały dość ciekawego przebiegu, jako że wywiązała się na nich dyskusja dotycząca realiów polskich wyborów. Omawiane były wady rozmaitych systemów wyborczych, sposoby w jakie rozkład oddanych głosów może przekładać się na obsadzenie mandatów. Narzekaniom na brak politycznej świadomości wyborców musiał towarzyszyć obrazek stereotypowej babci – wiernej słuchaczki Radia Maryja, głosującej jak jej nakazano. Babcia taka miała być klasycznym przykładem wyborcy nieświadomego, którego głos jest przecież pełnowartościowy z punktu widzenia prawa, ale w gruncie rzeczy coś z nim jest nie tak. Krytyce rzecz jasna poddano przypadki chowania staruszkom dowodów osobistych, jednak mój kolega z grupy przedstawił swój sposób na poprawę babcinej świadomości politycznej…

Genialnym rozwiązaniem problemu politycznej niewiedzy, miało być towarzyszenie babci w drodze do komisji wyborczej i nawracanie jej na słuszną opcję tak długo, aż przejrzy wreszcie na oczy. Taką receptę na naprawę polskiej demokracji przyjęto ze śmiechem, jednak we mnie narodziła się poważna wątpliwość. Polityczne zbłądzenie nieszczęsnej babci mialo polegać na fakcie, iż słucha ona wiernie sugestii Radia Maryja. Dlaczego kiedy słucha ona już sugestii swojego wnuczka, ze stanem jej politycznego rozeznania wszystko jest w porządku? Gdzie tkwi różnica między agitacją radia, a rozpolitykowanego wnuczka? Można by pomyśleć, że problemem jest wyłącznie kwestia opcji politycznej, za jaką optują obie strony. Stronnictwo Radia Maryja jest wsteczne, fanatyczne i niegodne, ale wnuczkowe jest już wzorem wszelkich cnót. Czy nie świadczyłoby to o hipokryzji?

Filmowe wzruszenia

Trudno mnie wzruszyć. Dramatycznie u mnie z większością emocji, kiedy należy poddawać się im, przyjmując reguły tkwiące korzeniami w naszej kulturze. Często zamiast dać im się porwać, obserwuję rzeczywistość z ubocza, oceniając chłodno i dziwiąc się niezmiernie, o co też może tym wszystkim ludziom chodzić? Doceniam wartość wniosków, jakie jestem w stanie ze swych zdumień wyciągać, jednak zawsze towarzyszy mi bolesne wrażenie, iż wiele tracę i nie jestem w stanie zaradzić temu w żaden sposób. Wzruszenie nieodmiennie fascynuje mnie, zaskakuje mnie w tych niewielu sytuacjach, zdobywając na wartości za każdym razem. Wybitne kino pozwala mi doświadczać tej wyjątkowej emocji, dając mi złudzenie kontroli, której jednak wcale nie oczekuję. Wciąż wiele nie rozumiem, ale wydaje mi się słusznym założenie, że nad swoimi uczuciami człowiek nie powinien oczekiwać władzy – niszczyłoby to ich istotę. Trzy wyjątkowe filmy: Lost in Translation, Amélie i Joe Black, mogę oglądać zawsze z prawdziwą przyjemnością. Dziś miałem okazję zrozumieć od nowa ostatni z nich.

Ambitny i utalentowany

Doprawdy, jak ja nie cierpię tego współczesnego obrazu nadczłowieka – kreatywnego i inteligentnego, ambitnego, znakomicie przystosowanego, jednocześnie wykastrowanego z moralności. Z reguły nie przyznaję przed sobą, że jestem z siebie zadowolony, jednak w tym wypadku nie mam sobie wiele do zarzucenia. Mam tu na myśli oczywiście priorytety – z odrobinę niepełnym przekonaniem zakładam, że nie będę nigdy wciśniętym w garnitur zdobywaczem awansów. Przynajmniej dopóki nie zażyczę sobie więcej pieniędzy, potem jeszcze więcej, a na koniec przecież jeszcze by się przydało… Już teraz zauważam, że grubość portfela jest dopiero jednym z odleglejszych czynników, wpływających na szczęście. Mam wrażenie, że przekonanie to jest w moim życiu obecne dość wcześnie, przynajmniej jak na dwudziestolatka. W dodatku nie jest połączone z żałosnym lenistwem – mój jego poziom spełnia wszelkie standardy, charakterystyczne dla studenta. Do przemyśleń tak niebywałych skłonić musiało mnie szczególne wydarzenie, z reguły przecież nie wpadam na pomysł, by czymś takim się dzielić. Wydarzenie miało miejsce na pewno, ale czy szczególne?

Na zeszłotygodniowe kolokwium z części ogólnej prawa cywilnego przygotowałem się dobrze. Potem poszedłem na uczelnię i mina natychmiast zrzedła mi, gdy zapytałem się dla pewności z czego miało ono być. Zagadnienie osób fizycznych opanowałem, zdumiało mnie jednak jak zgodni są wszyscy w opinii, że obowiązują jeszcze osoby prawne, właściwie to może nawet jeszcze wszystko, co było wcześniej na ćwiczeniach. Byłem odrobinę niepocieszony, ku uciesze ogółu – w sensie humorystycznym rzecz jasna. Dziś przyszła pora na wyniki, co się okazało? Ja miałem rację, w dodatku nie tylko dlatego, że pytania ostatecznie dotyczyły wyłącznie osób fizycznych, ale jeszcze dostałem okrągłą piąteczkę. Pierwsza piątka na tych studiach, aż nieco słabiej trzymałem się na nogach. Morał z tego taki, że korzystniej nauczyć się mniej, za to dokładniej. Wiadomo czemu mniej, po prostu mniej jest przyjemniej. Co prawda jest tu warunek, by ta skąpa wiedza faktycznie była zakresem wystarczającym, ale to przecież szczegóły… Wgapiając się w ocenę, już wyobraziłem siebie w jakimś biurowcu, garniturze, za biurkiem – szybko zdołałem wyprzeć ten obraz. Już niebawem egzamin, ocena z cywilnego z pewnością wybije mi takie pomysły z głowy. Potem poprawka. ;)

Klawe bicie

Kibole to dopiero mają życie. Czasem sam aż żałuję, że obwód mojego bicepsu nie przerasta obwodu głowy, że zainteresowania moje zdecydowanie nie dotyczą krwi, połamanych kości i wywróconego na lewą stronę honoru, że nie pasjonuję się nawet piłką nożną – sportem tak sprzyjającym rozwijaniu tych pasji. Nie zdaża mi się pakować na siłowni, wypisywać bluzgów na piłkarskich forach, wreszcie umawiać się na ustawki i zwierać szyki przeciw życiowym wrogom: psom i ciotom z jakiejś Legii czy Lecha. Być może gdybym inaczej planował swoją przyszłość, odstawił czasem komputer, książkę, poszedł z kumplami na wódkę i wyrywanie panienek takich, co nawet na trzeźwo są łatwe. Gdybym wreszcie miał takich kumpli… Niestety trafiłem w nieodpowiednie towarzystwo, bez winy z pewnością nie pozostają też rodzice, już do młodego umysłu sączony jad kultury, przeklęte dobra wychowanie. Wielka szkoda, bo może teraz mógłbym wyjechać na wakacyjny obóz przetrwania, wydający się przecież miłą odmianą od stadionowych wojen. W ciągu tych paru tygodni z pewnością jeszcze bym przypakował, w dodatku jakich wspaniałych chwytów mógłbym się nauczyć! Jednym szarpnięciem wyrywałbym krzesła, ze zwinnością leśnego gibona przeskakiwałbym poręcze i płoty, waliłbym w podłe ryje bez opamiętania i większego wysiłku! Gdyby tylko moje życie potoczyło się inaczej…

Władze Krakowa chcą edukować agresywnych zadymiarzy podczas górskich wspinaczek, skoków na spadochronie, spływów kajakowych i biegów na orientację. Jak poinformował Adam Młot, pełnomocnik Prezydenta Krakowa ds. bezpieczeństwa imprez sportowych, ma to być sposób na zmniejszenie napięcia i agresji, którą kibice wyładowują na stadionach. Nie łudzę się, że nagle z miłości rzucą się sobie w ramiona, ale mam nadzieję, że jeśli jeszcze niedawno kogoś się asekurowało na linie podczas wspinaczki czy spływu górskim potokiem, to na ulicy nie potraktuje się go nożem czy pałką bejsbolową - powiedział pełnomocnik prezydenta.