Poranna synchronizacja z życiem sieciowym wykazała, że już w marcu kończy mi się domena. Home.pl uprzejmie donosiło o konieczności uiszczenia pewnej sumy, a oni już wtedy zajmą się całą resztą. Wszystko kulturalnie, bez problemów, z dostawą do domu i płytą Krzysztofa Krawczyka w prezencie. Na te 60 złotych za przedłużenie mogłem się zgodzić, wiele przecież nasłuchałem się o horrendalnych sumach, jakich zwykle za to się żąda. W tym momencie miałem okazję po raz pierwszy skorzystać z mTRANSFERU i muszę przyznać, że wygodne jest to ustrojstwo niezwykle. Jedno logowanie, parę kliknięć i już – można by wydawać pieniądze dla samej przyjemności wydawania. Potwierdzenie przelewu przyszło po paru minutach, kwestia obsługi domeny powinna przypomnieć o sobie dopiero za rok. Na podsumowanie obecnego roku przyjdzie pora, kiedy będę mógł uznać go za miniony – miniony z punktu widzenia niniejszego bloga, więc dopiero z początkiem marca. Jest to akurat odpowiednia ilość czasu, by wymyślić coś porządnego na taką okazję. W tym momencie poprzestanę na banalnym stwierdzeniu, iż sporo się wydarzyło, choć mogło więcej…
Od dni paru zamęczała mnie niepokojąca myśl, która to, gdy rzetelnie ją zidentyfikowałem, okazała się być związana z niniejszym blogiem. Przyglądałem mu się uważnie i postanowiłem wreszcie, że wymaga on pewnego odkurzenia. Parę spraw powinno być uporządkowanych, czas poradzić sobie wreszcie z jego słabościami, o których zaczynałem już zapominać. Stopień, w jakim przejąłem się sytuacją mojego bloga, może szanownym czytelnikom sugerować, iż są dla mnie niebywale istotni. Niech będzie już, że aż niebywale – rezygnuję w tym miejscu ze sprostowania. Poczyniłem już pewne kroki, które zbliżyły mnie znacznie do osiągnięcia celu, szereg spraw wciąż jednak odkładam na przyszłość.
Oburzająco rozrzucone po odmętach sieci pliki graficzne, jakimi czasem przyozdabiam swoje wpisy, konsekwentnie uporządkowałem. Wszelkie zdjęcia, zrzuty ekranu oraz ilustracje innego rodzaju umieściłem na Flickr, na Picasa Web Albums umieściłem jedynie wyniki swoich fotograficznych prób. Wiele kłopotu przysporzyły mi kategorie wpisów, w których kwestii nie osiągnąłem jeszcze niestety satysfakcjonującego mnie rezultatu. Za punkt honoru postawiłem sobie, by na moim blogu nie było bezużytecznej kategorii, w rodzaju: ogólne, różne czy życie. Pomagając sobie artykułem Łukasza Grabunia o skrótach i akronimach, podjąłem się próby poprawienia swoich błędów w stosowaniu znaczników acronym i abbr. Nie było to łatwym zadaniem, jednak z efektów mogę być zadowolony.
Oprócz dalszego zabawiania się w porządkowanie kategorii, pozostało mi napisanie krótkiego tekstu, wyjaśniającego ewentualnym czytelnikom bloga, jakim chorym potworem może być jego autor. Aktualna wersja nie budzi we mnie odrazy, jednak pewne twierdzenia w niej zawarte wymagają zmian. Nie zapomniałem również o zamieszczeniu swojego zdjęcia i mam tylko nadzieję, że popularność bloga nie stanie się ujemną, w wyniku tego kroku. Dzisiejszej nocy nie zamierzam przeznaczać na gorliwe stukanie w klawiaturę, więc wszelkie prace zawieszam, jednak już jutro zostaną wznowione.
Nie powinienem sugerować czytelnikom swojej niemocy już w pierwszym wpisie na tym blogu, tego jednak wymaga prawda. Skonstruowałem szablon, co przyszło mi z zadziwiającą łatwością, a teraz uświadamiam sobie problem. Podczas gdy powinienem dzielnie uczyć się do sprawdzianów, jakie szykują się już w środę, ja zajmuję się bzdurami. Ta sytuacja powtarza się jednak w każdym tygodniu i najzwyczajniej muszę się do niej przyzwyczaić. Dziś ostatecznie odstawiam studia na bok, zaniedbuję edukację i przyszłą karierę. Piszę i zamierzam pisać niemal codziennie.
Część z was może pamiętać moje, wcale nie tak dawne, blogowe wyczyny. Zyskały one pewną grupę stałych czytelników, przesadzałbym oczywiście srodze gdybym twierdził, że była znaczna. Nie ilość jednak się liczy. Tamte historie dotarły do swojego końca, powodów nie warto tu tłumaczyć, zaś dziś mogę realizować się podwójnie. Mogę wam zdradzić, że tą drugą płaszczyznę realizacji stanowią listy do, bliżej tu nieokreślonej, wyjątkowej osoby. Takie zwykłe, papierowe listy. Muszę podzielić siły tak, by ta osoba nie mogła tego odczuć.
Z perspektywy czasu zauważam, że problemem mojego poprzedniego bloga były wpisy często typowo licealne. Wyrosłem odrobinę od tej pory, wciąż jednak zdarza się, że chcę opisać któryś fragment swojego życia. Dziś zapewne będę robił to inaczej. Jestem łagodnym geekiem, co na pewno wyznaczać będzie tematykę niektórych notek, uprzedzam że nieobojętna jest mi też polityka. Od czasu do czasu może zdarzyć się, że zapragnę pochwalić się swoją fotografią, czy przedstawić własne wrażenia po obejrzeniu jakiegoś filmu, wysłuchaniu albumu, przeczytaniu książki.
Dzięki za parę serdecznych słów, jakie zdążyły do mnie trafić nim na dobre zacząłem. Nie narzucając się zanadto, zachęcam do obserwowania tego, co niebawem nastąpi.