Fotograficzne omamy

Padam na twarz, z drugiej strony jednak nie jestem w stanie najzwyczajniej rzucić się na łóżko. Gdyby dzień nie był wyjątkowy, już od dawna drzemałbym spokojnie, ale niefortunny zbieg okoliczności mi na to nie pozwala. Okoliczności tych nagromadziło się zbyt wiele, na dodatek są one absorbującego czas rodzaju. Punktualnie o 6:30 mam autobus do Warszawy, gdzie jadę na parę dni w rodzinne odwiedziny. Mogłem spakować się już dawno i pracować teraz na komfortowe osiem godzin snu, szans jednak na to nie miałem. Godzinę temu wróciłem z Wałów Chrobrego, gdzie próbowałem ustrzelić zdjęcie życia na The Tall Ships' Races – niestety bez większych sukcesów.

Musiałem walczyć z napierającym zewsząd tłumem, rozstawiając jednocześnie statyw i poszukując interesującego kadru. Reakcje ludzi na mój widok były doprawdy zadziwiające. Wystarczy ustawić się ze statywem firmy innej niż Hama i aparatem, który wygląda choć odrobinę bardziej profesjonalnie od małpki, a już dostaje się propozycje zajebistego kadru od podchmielonych młodzieńców i odpowiadać trzeba na pytania, czy lepiej na manualu i dlaczego z samowyzwalaczem. Wykazałem się cierpliwością, tkwiłem więc na swoim stanowisku całkiem długo, opierając się obiektywnym trudnościom. Efektem okazały się niestety same pocztówki, fotografie infantylne i pozbawione wartości, na dodatek słabe technicznie, którymi chwalić się nie widzę powodu.

0001 0002 0003 0004

Wydawać by się mogło, że poniosłem druzgocącą klęskę. Całe szczęście jednak, że przez ostatnie dni nie próżnowałem, czego efektem są cztery fotografie, z których jestem całkiem zadowolony. Pochlebiam sobie, że dostrzec można kształtujący się styl, równie dobrze mogą to być jednak omamy, wynikające ze zmęczenia. Pójdę już lepiej spać.

Trudny to wyczyn

Nie znoszę robić zdjęć ludziom. Pojęcia nie mam, gdzie ta niechęć ma swoje źródło, ale nie potrafię nigdy wykrzesać z siebie nawet odrobiny ochoty, by ją przełamać. Może ludzie są zbyt ruchliwi, uciekają ciągle z kadru? Albo też nie potrafię dostrzec w nich niczego ciekawego, jeżeli wcześniej nie gadam z nimi godzinami? Mówi się też, że wszyscy są tacy sami… Jakiejkolwiek przyczyny by się nie doszukiwać, smutna prawda jest taka, że wśród moich fotograficznych prób dominują landszafty. Przyroda przełamywana jest na nich z reguły wtrąceniem, w postaci betonowych konstrukcji, słupów wysokiego napięcia, kominów fabrycznych. Pośrednio jest w tych zdjęciach trochę człowieka, inaczej wychodziłyby mi zapewne pocztówki.

Nietrudno teraz musi być zrozumieć, jakim problemem jest dla mnie zrobienie zdjęcia sobie, żeby móc potem wstawić je na bloga. Nie chodzi nawet o radykalny spadek ilości odwiedzin, który niezawodnie nastąpi tego samego jeszcze dnia. Samo już wymyślenie, jak takie zdjęcie winno wyglądać, jak się na nim zaprezentować, znacznie mnie przerasta. Zapewnić mogę, że moje kompleksy mieszczą się w normie, problem jest tu czysto fotograficznej natury.

Na nieszczęście przypomniałem sobie wczoraj o blogu Fotka Pe eL, doskonałym skądinąd, jednak przyprawiającym mi dodatkowych trudności. Przecież jak tylko zacznę teraz ustawiać się przed obiektywem, skojarzenia napadną mnie natychmiast, wręcz mnie paraliżując. A co, jeśli nieświadomie sportretuję siebie, w sposób kojarzący się z serwisem Fotka.pl? Jest w tej możliwości coś odrażającego. Obawiam się niestety, że wyprodukować będę musiał kilka gram silnej woli i wreszcie się zdecydować. Powinienem mieć na swoim blogu zdjęcie, wiem jak brakuje mi zawsze widoku autorów, których zapiski czytam.