Już jutro popraweczka, z miłą chęcią się wybiorę. Założę jakiś optymistyczny krawat, nie zapomnę przy okazji o reszcie stroju garniturowego, wsiądę w autobus i rozbiję się o kartę egzaminacyjną. Już mi zupełnie obojętne, prawa finansowego nie można się uczciwie nauczyć. Tematyka jest zdecydowanie zbyt odpychająca, uwaga ześlizguje się automatycznie po przeczytaniu kilku słów notatek. Nic na siłę przecież, muszę liczyć na swoją wbudowaną intuicję, Powinienem zapamiętać dokładniej od paragrafów, żeby tylko znowu nie przekombinować… W czerwcu położyłem sprawę tylko dlatego, że pod koniec egzaminu zacząłem się bez sensu zastanawiać. Kilku punktów dosłownie zabrakło, a przecież chcę tylko się prześlizgnąć. Po prześlizgnięciu się przyjdzie pora na rzeczy odrobinę przyjemniejszę, bo zamierzam zainstalować na swoim laptopie Gentoo. To niezły postęp, jak na fanatycznego użytkownika Ubuntu, przecież idiotę z natury. Debian zbyt przypomina mi Ubuntu, zbyt często wie lepiej ode mnie. Koniec wakacji to dobry czas żeby pogmerać przy komputerze, rozwiązując problemy kompletnie obce innym dystrybucjom. Instalacja zajmie pewnie parę godzin, potem znowu czekać trzeba będzie na skompilowanie się podstawowych programów, na koniec nic nie będzie działać szybciej. Zadowolony będę i tak. Laski na to nie lecą, podkreślam że wiem o tym doskonale. ;)
Niemożebnie łeb mnie boli, w dodatku całkiem inaczej niż zazwyczaj. :/ Miewam jakieś migrenowe bóle głowy, w każdym razie coś co mozna by tak na upartego nazwać, jednak tym razem boli jakoś punktowo, bardziej wkurzająco. Wybrało sobie to bolenie czas nieodpowiedni, bo oczywiście muszę się uczyć na poprawkę z prawa finansowego. Egzamin w ten poniedziałek, liczę już raczej na łut szczęścia… W kontekście mojej pechowej dolegliwości wydaje się to dość odważne, bo gdzie tu miejsce na szczęście w tej pękającej głowie? Na dodatek internetowo dobija się do mnie ciągle jakaś przeklęta Ania. Ania jest z Polic, jest przeklęta i niepełnosprawna w nieznany mi bliżej sposób, zasługuje też na osobny wpis. Niemal zupełnie nic o niej nie wiem, wiedzieć chcę jeszcze mniej. Nie przeszkadza jej to klikać do mnie każdego wieczora, zadając idiotyczne pytanie o moje aktualne zajęcie. Przerażające jest szczególnie, że zdaje się ona zapominać za każdym razem, jak skrajnie nie chciałem z nią gadać dnia poprzedniego. Najwyraźniej toksyczne opary z polickich zakładów chemicznych gromadzą się w stawach jej palców i wymuszają czynienie rzeczy najokrutniejszych. W rozmowach z Anią udawałem już komputer pokładowy klingońskiego statku kosmicznego, seryjnego mordercę z toporem w twardym dysku, emerytowanego gwardzistę ze Stolicy Piotrowej i znudzonego studenta filozofii… Nic nie działa. Ania z Polic zasługuje na osobny wpis i najwyraźniej taki właśnie powstał. Teraz już nie chce mi się niczego więcej uczyć. Może pogadałbym nawet z Anią z Polic, bo do finansowego na pewno nie usiądę.
Wrześniowa sesja zbliża się nieubłaganie, jako porządny student musiałem znaleźć więc zajęcie, które możliwie najskuteczniej oderwie mnie od nauki. Przechadzając się wczoraj po bliżej nieokreślonym sklepie, zaplątałem się w okolice półek z grami komputerowymi. Parę chwil później z uśmiechem na ustach wracałem do domu, trzymając w garści Diamentową Edycję gry Neverwinter Nights. Instalacja na Debianie szcześliwie nie okazała się nadmiernie skomplikowaną, co pozwoliło mi na skrócenie nudnego etapu gry wstępnej. O grze właściwej zbyt wiele powiedzieć jeszcze nie mogę, jednak zdążyłem już zauważyć wiele podobieństw do serii Baldur's Gate czy Icewind Dale.
Niestety na płycie z Diamentową Edycją nie znalazłem plików przeznaczonych specjalnie dla Linuksa, w procesie instalacji musiałem więc skorzystać ze starego dobrego Wine. Oczywiście mogłem skorzystać z automagicznego profesjonalnego graficznego instalatora, jednak byłoby to zupełnie nie w moim stylu. ;) Banalnie prostą i odrobinę nużącą operację rozpocząłem, używając Wine do zainstalowania Neverwinter Nights razem z dodatkami: Shadows of Undrentide, Hordes of the Underdark i Kingmaker.
W tym radosnym momencie Wine przestało być potrzebne, nadszedł czas na rozpakowywanie licznych archiwów i kopiowanie ich zawartości. Utworzyłem katalog na linuksową instalację Neverwinter Nights, po czym z katalogu instalacji z Wine przeniosłem do niego:
- katalog ambient
- katalog data
- katalog dmvault
- katalog hak
- katalog localvault
- katalog modules
- katalog music
- katalog nwm
- katalog override
- katalog portraits
- katalog saves
- katalog servervault
- katalog texturepacks
- plik chitin.key
- plik dialog.tlk
- plik xp1.key
- plik xp1patch.key
- plik xp2.key
- plik xp2patch.key
Po tym wszystkim rozpoczęło się instensywne ściąganie sporych plików z internetu. Najpierw ściągnałem linuksowego klienta dla wersji Gold i zawartość archiwum rozpakowałem do katalogu linuksowej instalacji. Potem musiałem ściągnąć linuksowego klienta dla HotU i z archiwum zrobić dokładnie to samo.
Ostatnią prawie czynnością było ściągnięcie znakomitej nieoficjalnej łatki dla linuksowego klienta w polskiej wersji językowej. Tu również musiałem rozpakować archiwum do katalogu z linuksową instalacją Neverwinter Nights. Teraz właściwie wystarczyło już tylko wydać w katalogu z grą polecenia ./fixinstall i oczywiście ./nwn, by wkroczyć w świat metroseksualnych elfów, nadmiernie owłosionych krasnoludów i półnagich driad.
Dla mnie jako posiadacza Debiana Sid rzeczywistość nie okazała się aż tak łaskawą. Gra stanowczo odmawiała uruchomenia, jednak wystarczyło ze zmiennej środowiskowej LD_LIBRARY_PATH w skrypcie nwn usunąć odwołanie do katalogu /lib. W ten sposób uzyskałem w pełni sprawne i spolszczone Neverwinter Nights w wersji 1.69.8109. Wracam do gry. :D
Zapisałem się kiedyś do testowania SUSE Studio, chcąc sprawdzić możliwości tego współczesnego cudu sztuki programowania. Chciałem zbadać dokładnie ten cud na okoliczność posiadania cechy cudowności, być w ocenie obiektywnym i dokładnym, niepozbawionym jednak zdrowego entuzjazmu. Wszystko to zdarzyło się już bardzo dawno temu, zdążyłem nawet zapomnieć. Dziś okazało się, że twórcy SUSE Studio nie zapomnieli jednak o mnie. Wolałbym oczywiście dostać zaproszenie właściwe, ale taka uspokajająca informacja i tak przypadła mi do gustu:
Thanks for registering for the SUSE Studio alpha program!
We've been overwhelmed by the response to SUSE Studio so far, and we're working hard to include you in the alpha. We know that you've been waiting patiently to receive an invitation, and so we're just sending this note to say thanks for your patience; we haven't forgotten you!
Throughout the fall we will be increasing our capacity and selecting as many participants as possible to include in the alpha.
Stay tuned!
Polowałem na najnowszą powieść Jacka Dukaja już długo, wreszcie trafiłem! Po perełkach w rodzaju Perfekcyjnej Niedoskonałości czy Innych Pieśni, musiałem po prostu zostać kimś w rodzaju maniakalnego nałogowca. Dla nałogowca Lód to nadmiarowe spełnienie marzeń – jest taką większą cegłą, grubszy od obu wymienionych wcześniej powieści razem wziętych.
Książnica Pomorska po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczyła. Niebawem zabieram się za czytanie, ale przy okazji przypomniała mi się pewna kwestia związana z oprogramowaniem. Już od dawna chcę stworzyć prostą bazę danych, zawierającą spis przeczytanych przeze mnie książek. Z pobieżnych poszukiwań wnioskuję, że najwłaściwsze dla takiego celu będzie SQLite. Muszę jeszcze tylko zrozumieć obsługę tego cuda.