Na Fedorze się nie da
Sesja sprzyja marnowaniu czasu na wszelkie możliwe do wyobrażenia sposoby. Niejaki nastoletni fan i aktywny członek projektu Fedora
Livio od dawna już intryguje mnie swoją żywą i pełną zapału niechęcią do Fedory. Z jakichś powodów postanowiłem przekonać się na własne oczy, co też w tej dystrybucji jest tak radykalnie beznadziejnego. Trafiła się akurat świeża wersja, zaraz obok świeża czysta płyta – pozostało tylko ściągnąć obraz instalacyjny i zabrać się do roboty. Instalator początkowo odpalił się w zaniżonej rozdzielczości, po dodaniu odpowiednich parametrów przy uruchamianiu wszystko zmieniło się na korzyść. Niemal wszystko. Właściwie zmieniło się niewiele, bo zyskałem tylko wielkie czarne obramowanie naokoło ekranu instalatora i dziwnie poszarpane czcionki. Kłopotliwy instalator sprawiał wrażenie sensownego, wszelkie opcje były na miejscu, zdziwiła mnie tylko konieczność dodatkowej konfiguracji po pierwszym uruchomieniu Fedory. Samo uruchomienie do eleganckich z pewnością nie należało, raz grafika, raz znowu tryb tekstowy, ciągłe miganie ekranu…
Ekran logowania zaskoczył mnie swoim wyglądem, tak odmiennym od znanego z Ubuntu, jednak prawdziwie zaskoczyła mnie kulawa obsługa touchpada. Zmuszanie niewinnego człowieka do klikania klawiszem jest sadyzmem w czystej postaci. Świeżo po instalacji dźwięk nie działał, niezbędna była prosta edycja malutkiego pliczku konfiguracyjnego, zbyt trudna najwyraźniej dla twórców Fedory. Usprawiedliwiając ich muszę stwierdzić, że czerpią bezpośrednio z chwalebnych praktyk autorów najpopularniejszej dystrybucji dla ludu. Ogromnie spodobała mi się domyślna konfiguracja Compiza, dreszcze za to przechodzą mnie na wspomnienie losowego rozmieszczenia pozycji w menu GNOME. Nie spodobał mi się wygląd czcionek, miejscami raziły też w oczy niedopasowane ikonki. Prawdziwą zagadką okazał się instalator oprogramowania, w klasyczny sposób mieszający uczucia nieszczęsnego użytkownika. Z podziwem patrzyłem jak ślicznie instaluje programy i jak minimalistyczny jest jego interfejs. Niestety interfejs szybko okazał się na tyle minimalistyczny, że nie znalazłem nawet możliwości dodania repozytoriów czy zainstalowania kilku paczek za jednym razem.
Z przykrością muszę stwierdzić, że żywa i pełna zapału niechęć bywa niekiedy uzasadniona. Jest to przykra wiadomość, szczególnie we współczesnym świecie pełnym miłości i tolerancji. Być może Fedora 19 okaże się lepsza?
Livio@ciman's-ipod
Ja już od dłuższego czasu Fedory nie używam. Znudziło mi się grzebanie, żeby coś zadziałało. Z nową wersją Fedory niektóre moje argumenty przeciwko idą do /dev/null, ale nie zmienia to mojego uprzedzenia.
Jeszcze tak odnośnie mojego członkostwa w Projekcie Fedora – pakiety już osierociłem, z nowej planety zniknę. Będę więc zapisany w logach Red Hata, i będzie to jedyny dowód mojej działalności.
O Fedoorze częściowo słusznie mówi się, że to dystrybucja dla deweloperów – oni szybciej poradzą sobie z bugami, na które zwykłym użytkownikom szkoda czasu.