Spójność w szczególe
Znowu nudzenie o Linuksie i znowu wyłącznie narzekanie. Moje zdolności techniczne, w tym wypadku szczególnie zaś informatyczne, są na poziomie raczej niskopodłogowym. W oprogramowaniu lubię rozwiązania na tyle proste i logiczne, żebym był w stanie choć mniej więcej je zrozumieć, zyskując pewną ułudę kontroli. Być może jeszcze ważniejsza jest elegancja, spójność wyskakujących na ekranie okienek. Takie bzdurne detale, jak podobne rozmieszczenie przycisków, jednolite nazewnictwo i schematy ikonek, są dla mnie niezwykle istotne. Jeżeli w oczy rzucają mi się tu uchybienia, niezależnie jak znakomity byłby zestaw programów, mam wrażenie używania produktów amatorskich. Właśnie spójność przekonała mnie kiedyś do środowiska GNOME, które na długi czas uznałem za lepsze od KDE. W GNOME irytujący w końcu stał się ewidentny zastój, tymczasem na horyzoncie pojawiło się niebywale interesujące KDE4. Tu zaczął się dramat, mówiąc cokolwiek dramatycznie.
Znalezienie dystrybucji Linuksa, która dostarczyłaby najnowsze KDE w zadowalający sposób, okazało się kompletnie niemożliwe. Odważnej próby podjęli się twórcy Fedory, jednak uznać muszę ją za nieudaną. Narzędzia konfiguracji systemu w tej dystrybucji od zawsze nakierowane były na użytkowników GNOME. Z racji stosowania GTK2, nie może być mowy o elementarnej nawet spójności z KDE4. Amator Fedory dostaje tylko wątpliwej użyteczności mieszaninę, zawiesinę nawet… Marnie przedstawia się też sytuacja Kubuntu, wciąż pozostającego nieco w tyle za Ubuntu. W każdej kolejnej wersji pojawia się tu sporo niedociągnięć, istotnych zmian oczekiwać można dopiero w październiku. Jak mam niby dotrwać do tego czasu?
Poszukiwania doprowadziły mnie w końcu do zainstalowania świeżutkiej bety openSUSE. W rozmaitych dystrybucjach Linuksa brakowało mi zawsze czegoś zbliżonego do znanego z Windowsa panelu sterowania, YaST w jakiś sposób wydawał się nawiązywać do jego konstrukcji. Niestety zawiodłem się, nawet pomimo ogromnych możliwości konfiguracji skupionych w jednym miejscu. O całkowitym przepisaniu narzędzia na Qt4 oczywiście nie można nawet marzyć, szczerze wątpię też by twórcy openSUSE zdążyli z tym do wydania finalnej wersji. Nie jest to nawet największym problemem, YaST zrobił na mnie wrażenie narzędzia skomplikowanego i nieprawdopodobnie bałaganiarskiego, szkoda. Wersji 11.0 z pewnością dam jeszcze szansę, być może w jakiś tajemniczy sposób dam się przekonać?