Nieprzewidziane trudności
Całe popołudnie zajęło mi dziś mocowanie nowego wspornika kierownicy. Już na początku okazało się, że rozmaite trudności zamierzają pojawiać się jedna za drugą. Liczyłem że będę mógł ponownie wykorzystać owijki, te jednak podarły się przy zdejmowaniu - klej z czasem zaczyna trzymać mocniej, co właściwie dobrze o nim świadczy. Jutro muszę kupić nowe i dopiero wtedy wszystko będzie gotowe. Stary mostek wyjąłem jednym płynnym ruchem, jednak włożenie nowego okazało się niemal niemożliwe. Znakomita rurka okazała się najzwyczajniej zbyt długa i trzeba było odpiłować kilka jej centymetrów. Po chwili okazało się, że nie przeszkadzałoby odpiłować jeszcze z pół centymetra, ale tu już poradziłem sobie młotkiem. Przy okazji dostało się też trochę farbie na nowym mostku, ale przynajmniej w miejscach niewidocznych. Trauma odpryskującego lakieru niedługo minie. W procesie składania roweru do kupy stosowałem niewiarygodne ilości smaru, wykorzystując zalecenia szkoły mojego ojca - mechanika samochodowego. Mostki klasyczne działają na zasadzie klina, więc trochę zacierać po prostu się muszą, być może jednak dzięki smarowi nie będzie potrzeba czołgu do ponownego rozbierania, które zapewne kiedyś nastąpi. Mimo nieprzewidzianych trudności jestem zadowolony, rower wygląda bojowo.
wikiyu
Pozwolę sobie na jedno pytanie – czy ty ostatnio nie zakładałeś mostka? no i po co zdejmowałeś owijkę przy zmianie mostka?
Co zaś do długości rurki – ciesz się że była za długa. Ja mam mocowanie mostka dłuższe niż miejsce na „magicznej rurce” przez co ta jest niżej [dobre miejsce na mocowanie kompasu lub czegoś podobnego]