Eliminacja nieróbstwa
Sesja coraz bliżej. Dostaję dziwnej wysypki na piętach kiedy myślę, że będę w trakcie najostrzejszego rycia i dłubania, gdy moi znajomi egzaminy zostawią już dawno za sobą. Tak już niefortunnie składa się na moim kierunku, że pierwsze egzaminy wymusza się na studentach w połowie czerwca, podczas gdy szczęśliwi politolodzy, socjolodzy i eksperci od stosunków międzynarodowych myślą już o wakacjach. Wyjątkowa to niegodziwość i barbarzyństwo gatunku profesorskiego, jednak nie mogę temu w żaden sposób zaradzić. Racjonalne i możliwe jest wyłącznie złapanie się za opasłe tomiska, cierpliwa nauka i wysiłek zrozumienia tego co dobre i słuszne. Zdecydowanie dobre jest prawo karne materialne, którego nauka przybiera obecnie najkonkretniejszą z fom, a to z racji na przedtermin pod koniec maja. Równie dobre jest prawo konstytucyjne, w odniesieniu do którego przynajmniej wiem już, skąd i czego się uczyć. Słuszne jest prawo finansowe, wymagające wchłonięcia pokaźnych rozmiarów notatek z wykładów, z niezbędnym uzupełnieniem paru pasjonujących ustaw. Gwoździem programu do trumny sesji jest zdecydowanie prawo administracyjne, z którego egzamin co roku jest niespodzianką. Po wydziale krążą pasjonujące legendy o biedakach, którzy odpowiadać musieli na pytania wyciągnięte z czeluści kosmosu. Radość i wiosna, proszę ja państwa!