Masa z wyskokiem

Długo nie potrafiłem się zmusić, by opisać swoje potworne przeżycia związane z ostatnią Masą Krytyczną, jednak wreszcie nadszedł ten czas. Przed głównym punktem programu postanowiłem pojeździć trochę po Szczecinie, zwyczajnie dla rozgrzania mięśni. Nieco okrężną drogą pojechałem nad Jezioro Głębokie, stające się z wolna moim stałym miejscem wypadowym. Przypomina mi to o konieczności poznania prawego brzegu Odry, w którego kwestii posiadam zawstydzające luki. Rzecz jasna, zrobiłem szybką rundkę naokoło jeziora i zaraz pędziłem na rowerowy spęd. Ostatnio wyjątkowo modne stało się bieganie – w szczecińskich parkach widzi się mnóstwo ludzi w strojach sportowych, fason na trzy paski. Wcale nie trzeba przed nimi uciekać, co jeszcze do niedawna byłoby naturalną reakcją, o ile nie chce się zarobić w japę i stracić komórki. Dziwi mnie, że jazda na rowerze nie jest tak popularna, ale kto to zrozumie? Przynajmniej na Masie Krytycznej ludzi było sporo, z czego już wkrótce przestałem się jednak cieszyć…

Być może moja obserwacja jest błędna, ale liczba rowerowych akrobatów zdaje się wzrastać ostatnio w coraz szybszym tempie. Jeszcze parę lat temu zaczynało się od makrokeszów – wcale nie tak tragicznych, o ile wiedziało się, do czego je wykorzystywać, jak o nie dbać i w których miejscach ramy poszukiwać pierwszych pęknięć. ;) Teraz wszyscy kupują takie śmieszne, małe rowerki, z dziwaczną geometrią ramy, nisko umieszczonym siodełkiem, gigantycznymi amortyzatorami i hamulcami, które właściwie są brakiem hamulców. Zapewne trudno z ich pomocą przejechać więcej niż 30 kilometrów, toteż jedyną możliwością ich wykorzystania pozostaje wykonywanie akrobacji – efektownych podskoków czy obrotów. Z przyczyn oczywistych kończy się to wywrotkami znacznie częściej, niż zwyczajna, uczciwa jazda do celu lub bez celu. Zupełnie by mnie to nie martwiło, gdyby mistrzowie cyrkowych sztuczek doskonalili swe umiejętności we własnym towarzystwie, niezagrażając przy tym osobom spoza swojego grona. Niestety przyjeżdżają oni na Masę Krytyczną, zaś stopień w jakim są wkurzający, wydaje się wzrastać równomiernie z ich umiejętnościami.

Kiedy jeszcze wszyscy uczestnicy Masy czekają na jej rozpoczęcie, mężni akrobaci wykonują swoje podskoki i obroty, przejeżdżając możliwie najbliżej innych rowerzystów. Już to nie wydaje się nadmiernie rozsądne, jednak szczyt głupoty zostaje osiągnięty, gdy cały peleton już przemierza swą trasę. Dzielni młodzieńcy nie trzymają się w miarę stałego miejsca, ale jeżdżą między innymi, wciąż praktykując swoje wybitne sztuczki, przy czym zadziwiająco często spadają im łańcuchy. Tu już zdarzają się przewrotki i trzeba bez przerwy uważać, by nie doszło do zderzenia. Najwyraźniej owi cyrkowcy sami mają kłopoty z myśleniem, myśleć więc należy za nich. Zagrożenie jakie stwarzają, wbrew pozorom nie stanowi dla mnie głównego problemu – Masa Krytyczna traci przez nich ten klimat przyjaźni, pewnej wspólnoty rowerzystów, pozytywnego przeżycia. Oprócz dźwięku nienasmarowanych łańcuchów, bo jego niesmarowanie należy najwyraźniej do etosu akrobatów, wciąż słyszy się niepotrzebne wulgaryzmy, kpiące uwagi na temat innych rowerzystów… Szkoda. Następnym razem będę trzymał się raczej tyłu Masy, gdzie atmosfera wydaje się spokojniejsza.

Komentarze

wikiyu

Wydaje mi się że w Łodzi po jednej z mas się to uspokoiło po pewnym incydencie, otóż kilku ‘akrobatów’ jak ich nazywasz postanowiło się pobawić na budowie torowiska – akurat było tam wybrane już stare torowisko, wyrównany dół i przygotowany pod kładzenie nowego, było to o tyle głupie że podsypka już była ładnie wyrównana i ogólnie sprawiali wrażenie na otoczeniu że masa to jedna wielka wiocha, o czym kilka osób im dość dobitnie opowiedziało i się uspokoiła cała sprawa.
Co zaś do spadania łańcuchów i samych rowerków – dla mnie to jest śmieszne po prostu, często ich ramy nie mają poziomych haków tylnego koła, przez co napięcie łańcucha jest niemożliwe, ale i tak nie założą napinacza… Smarowania łańcucha nie uznają bo … po co, skoro oni nie mają przerzutki [dla mnie argument bezsensowny no ale co tam], no a siodła i tak mają na wysokości na której u mnie w rowerze jest dopiero koszyk na bidon :P

Piotr Pyclik

Zapomniałem dodać że kiedy Masa normalnie jechała ulicami, ciągle wjeżdżali na chodniki i tam robili swoje sztuczki magiczki, na co policja ciągle wydziarała się megafonami. Oczywiście po zakończeniu policjant ochrzanił za to organizatorów, nawet odgrażał się że zabawa w Masę się skończy. Z tego co rozumiem z prawa o zgromadzeniach, zakazać organizowania Masy nie jest tak łatwo, ale klimat jakoś się popsuł.

wikiyu

no cóż, u nas policji na masie nie ma, ale mnie też to wkurza, nie po to jedziemy pokazać się masą żeby ktoś robił wiochę. Po to walczymy o miejsce na ulicach i ścieżkach żeby nie jeździć po chodnikach…

rozie

Zakazanie organizacji MK przy takich wygłupach jest bardzo proste. Organizatorzy raz i drugi dostaną karę za stwarzanie zagrożenia w ruchu/niestosowanie się do poleceń policji/opuszczanie wyznaczonej trasy i się odechce organizacji.

Piotr Pyclik

Podchodząc od tej strony – owszem, to jest proste. Miałem na myśli, że od strony prawnej już takie nie jest. Organ gminy może zakazać zgromadzenia, jednak nie może przy tym powoływać się na fakt, że poprzednie zgromadzenia tego typu stwarzały zagrożenie.

Dodaj komentarz

Zamiast komentować, możesz wysłać trackbacka. Zapewniam szczerze, że w ten sposób będzie równie świetnie.

W treści komentarzy działa formatowanie Textile. Nie ma możliwości wstawiania plików graficznych.

  • _emfaza_
  • *silna emfaza*
  • "opis odnośnika":http://odnośnik.com
  • p. akapit
  • # lista numerowana
  • * lista wypunktowana
Kod weryfikacyjny