Leżenie bykiem
Taki to już dzień, że się lenię. W pełni świadomie, bez najmniejszych nawet wyrzutów sumienia. Nie wychodzę na krok z domu, tylko bezczelnie leżę na kanapie, rzucam okiem na laptopa, czytam jakąś powieść jakiejś Jagi Rydzewskiej, cicho puszczam muzykę. Ferie mam, należy mi się po sesji. W gruncie rzeczy nie znam jeszcze wszystkich wyników, ale jeśli w grę wchodzi możliwość byczenia się, mogę przedwcześnie założyć, że wszystko zaliczyłem. Jutro rowerowo wybieram się do Polic, co jest częścią planu zwiększenia średniej prędkości. Jeżdżę co drugi dzień, za każdym razem starając się zachować odpowiednią kadencję i nie zwalniać bez sensu. Dziś jest właśnie ten pierwszy dzień, więc nawet rower bezczelnie odpuszczam. Średnia prędkość za każdym razem jest nieco wyższa, a największą trudnością przy jeździe z wysoką kadencją nie jest ból mięśni, lecz zbyt niska wydolność płuc. Być może wpływ na to ma też zimne powietrze, ale problemy z czasem zapewne się zmniejszą. Z rozleniwienia nie jestem nawet w stanie opisać tu swojego dnia za jednym razem, dokańczać muszę wieczorem, czyniąc użycie czasu teraźniejszego nieco pozbawionym sensu.
Z satysfakcją muszę stwierdzić, że mam już w co się ubrać, kiedy ciągnie mnie na rower. Skompletowałem już niemal cały strój, bo obok butów z blokami i przedwczoraj kupionej koszulki bikeWorld.pl, już niedługo w moje ręce trafią spodenki Rogelli. Mimo sporych przemian psychicznych, jakich doświadczyłem odkąd zafascynowały mnie rowery, nie jestem w stanie przekonać się do idei obcisłych spodenek. W przedszkolu rajtuzów też nie nosiłem. Już wystarczy, że w środku mają pampersa. Po krótkim testowaniu mogę potwierdzić, że kolarskie koszulki działają tak, jak działać powinny. Wewnętrzna strona pozostaje niemal sucha, pot odprowadzany jest na zewnętrzną. Żeby tak jeszcze nie trzeba było na wierzch zarzucać kurtki… Gdzie wiosna tej zimy?
wikiyu
I do obcisłych spodni się przyzwyczaisz gdy poznasz jakie są wygodne… Ja zacząłem od krótkich i było miodzio – żadnego obcierania sobie pachwiny, żadnych skutków ubocznych wielogodzinnej jazdy, po prostu żyć nie umierać. Potem przyszły długie i poznałem co to znaczy wygoda – żadnego wkręcania nogawek w korby, żadnego podwiewania spodni przez wiatr, a i deszcz wie jak się zachować bo spodnie po chwili już są suche.
I obcisłe ciuchy mają super zaletę w lesie – żadna gałąź nie zostawi ci śladów na skórze :P Nawet przy upadkach jest o tyle fajnie że te rzeczy są jakby śliskie i nie zdarzyło mi się mieć przypadku takiego jak pokazują na eurosporcie w czasie tour de france bym miał rozdarte spodenki i skórę pod nimi. Albo to mój fart ;-)