Na podsumowanie

W Trójce puszczają coś szybkiego, nastrój więc jest sprzyjający, by przeprowadzić szybkie podsumowanie aktualnego jeszcze miesiąca. Nawet sesja składająca się z trzech egzaminów nie musi być prosta – i tak przecież trzeba się uczyć, w dodatku sam się o tym przekonuję. Zaczęło się od filozofii prawa, do której przygotowałem się solidnie, bo aż przepisałem notatki z wykładów i wypunktowałem całość elegancko, schludnie, po mojemu. Zaprezentowałbym tu chętnie ich fragment, dowodząc swojej wątpliwej pracowitości, jednak Abiword raczy się dziwnie zawieszać, OpenOffice.org zaś być ogólnie niewyjściowym. Nauczyłem się jakoś, na egzaminie profesor pytaniami o filozofię prawną świętego Tomasza i normatywizm Hansa Kelsena zdołał trafić w moją wiedzę – miał szczęście, mogłem zacząć przygotowania do prawa cywilnego. Sprawa od początku przedstawiała się raczej przykro, bo wszystko wskazywało na konieczność najzwyklejszej nauki. Uległem wreszcie tej konieczności, po czterech czy pięciu dniach solidnie siebie za to przeklinałem, w garniturku i ze szczątkami wiadomości poradziłem sobie jednak z pytaniami. Jutro pierwsze wyniki i możliwe jest, że nie będą rozczarowaniem.

Niestety jutro będę też musiał rozpocząć przygotowania do teorii organizacji i zarządzania. Na ostatnim wykładzie przed sesją profesor obraził się na nasz biedny rocznik i zapowiedział, że warunkiem zaliczenia egzaminu będzie udzielenie poprawnych odpowiedzi na wszystkie 20 testowych pytań. Podobno nasz człowiek w samorządzie oprotestował jako niesprawiedliwą, jego decyzję o wpisywaniu zaliczeń studentom studiów niestacjonarnych za prace pisemne. Powinno mu się za to cofnąć mandat, ale taka to już demokracja… I tak nie głosowałem. W przerwie aż dwie grupki przepraszały ładnie wykładowcę za zajście, wykładowca ładnie podziękował i uspokoił nas, że nie mamy się przecież czego obawiać. Dopiero po wykładzie dotarło do mnie, że o złagodzeniu warunków zaliczenia jakoś nie wspomniał, a mówił całkiem długo. Niestety, znowu do roboty.

Przereklamowany Compiz

Możliwość używania Compiza była jednym z powodów, dla których planowałem sprawić sobie nowy komputer. Moja dotychczasowa karta graficzna zwyczajnie sobie z nim nie radziła, tymczasem chciałem na własne oczy zobaczyć słynną obracającą się kostkę, drgające w czasie przesuwania okienka, okienka prześwitujące i wyginające się na rozmaite sposoby. Konfiguracja Compiza, automatycznie włączająca się w Ubuntu na komputerze z odpowiednią kartą graficzną, zarówno ta w wersji standardowej, jak i we wzbogaconej, wydaje się przemyślana. Bez wahania mogłem przy niej pozostać, jednak ciekawość skierowała mnie w kierunku poszukiwania rozwiązania bardziej zaawansowanych. Właśnie w tym momencie rozpoczęły się problemy, moje rozczarowanie zaś narastało. Pierwsze z narzędzi konfiguracyjnych wcale nie zamierzało się włączyć, zmuszone okazało się wyjątkowo skąpe w kwestii możliwości, drugie przypominało raczej zagadkę logiczną, jednak to przy nim musiałem pozostać. Co gorsza, musiałem z tego wynalazku też korzystać…

Ustawienia

Rozszyfrowanie mnogich opcji i osiągnięcie pożądanego rezultatu zajęło mi sporo czasu i nie należało do przyjemności. Do tej pory niestety nie udało mi się uzyskać przeźroczystości dla wybranych elementów pulpitu. Okienko z opcjami, które w teorii ma to umożliwiać, wydaje się skrywać wiele tajemnic, najbardziej nieodgadnioną z nich, jest jednak sposób określania stopnia przejrzystości. Z pozoru sprawa wydaje się prosta, bo mamy przecież najzwyklejszy suwak, jednak o ile rzeczywiście jego funkcjonowanie wydaje się odnosić w jakiś sposób do przeźroczystości, to niestety w zależności od jego pozycji przybiera ona losowe wartości. Nie mniejszym rozczarowaniem jest efekt drgających przesuwanych okien, któremu towarzyszą przekłamania graficzne i paskudne rozmycie czcionek. Jestem w stanie uznać tu winę karty graficznej, zakładając że inny sprzęt zapewnia efekty wyższej jakości, jednak karty produkcji Intela należą podobno do najlepiej obsługiwanych przez Linuksy.

Słynna kostka okazuje się niestety być słynną z zupełnie niezrozumiałych dla mnie powodów. Na licznych prezentujących ją zrzutach ekranu, moją uwagę zwracały zawsze okropnie wyglądające linie kantów, przełamujące się przy ustawieniach innych niż poziom i pion. Autorzy często zapewniali, że w ruchu nie widać tego wcale, wygląda to fantastycznie i niech najlepiej pędzą do sklepów po nowe komputery wszyscy ci, którzy nie mogą sobie na to pozwolić. Niestety w moim wypadku efekt jest równie mizerny, na dodatek zdecydowanie nie podoba mi się sposób rysowania cieniowania na bocznych ścianach kostki, w czasie jej obracania. Nieco zasmucony, że jedna z bardziej promowanych możliwości Linuksa, pozostawia wciąż tak wiele do życzenia, usuwam obecną konfigurację Compiza. Przede mną ponowne przedzieranie się przez gąszcz opcji, w poszukiwaniu ustawień możliwie użytecznych i jednocześnie neutralnych dla mojego poczucia estetyki.

Laptop poszukiwany

Nadszedł smutny moment, w którym muszę zaprzestać wydawania pieniedzy na rower. Jeszcze tylko dokręcę parę śrubek i w tym sezonie pozostaje mi już tylko jeżdżenie. Oby tylko wiosna nie kazała zbyt długo na siebie czekać, sesja się nie zasiedziała… Moje środki są zbyt skąpe, a czeka mnie poważny zakup – nowy komputer. Poddając się współczesnej modzie, zamierzam kupić laptopa, co okazuje się nie być wcale łatwym zadaniem. Całe szczęście, że oczekiwania przynajmniej mam dość skonkretyzowane:

  • bezproblemowa współpraca z Linuksem – nie zamierzam nawet instalować Windowsa,
  • w miarę długi czas pracy na baterii – chciałbym notować wykłady stukając w klawisze,
  • laptop ma być przede wszystkim cichy – wolałbym uniknąć grzejących się potwornie podzespołów, wymagających chłodzenia ciekłym azotem,
  • procesor raczej Intela – nie musi być demonem prędkości, w porównaniu do mojego obecnego i tak będzie szokująco szybki,
  • karta graficzna na tyle mocna, by mogła podołać Compizowi – kuszą mnie tu układy Intela, podobno energooszczędne i znakomicie obsługiwane przez Linuksa,
  • matryca 15.4” – wyjątkowo podobają mi się te szerokie ekrany, jednak całość musi się przecież też mieścić do plecaka,
  • taka modna rzecz jak Wi-Fi – nie wiem nawet, czy to nie jest teraz standard i czy potrzebnie o tym wspominam,
  • pewna marka – wolę dostać słabszy komputer, ale który posłuży mi dłużej i nie rozleci się miesiac po minięciu okresu gwarancji,
  • nie zamierzam wydawać więcej niż 2500 złotych, nawet nie mogę.

Ze swoich dotychczasowyh doświadczeń wiem, że elektronikę najbardziej opłaca się kupować w internecie. Niespiesznie zaczynam poszukiwania i wprost nie mogę się doczekać ich finału. ;)

Osobliwa śrubka

Zimową porą rowerzyści się nudzą. Zabijaniu ten nudy sprzyja rozkładanie rowerów na części pierwsze, dokładne czyszczenie, najbardziej zaś kupowanie nowego sprzętu. Sprawdza się to w moim wypadku, rozszerzenie zaś do ogólnej reguły wydaje się zasadne, zwłaszcza gdy śledzi się fora tematyczne. W przyszłym miesiącu kupuję wreszcie bagażnik i sakwy, tym razem zdecydowałem się na drobniejsze zakupy – licznik Sigma BC 1606L DTS i klamki Shimano Deore BL-M511-L. Celem zamontowania klamek, musiałem zdejmować wszystkie klamoty z kierownicy i tu znowu pojawił się pomysł, by zastąpić obecne manetki klasycznymi, opartymi o dźwigienki, a zamiast chwytów zastosować owijkę. Zdejmowanie chwytów to koszmar i za każdym razem nie wierzę, jakim cudem jeszcze z nich nie zrezygnowałem. Zrealizuję zapewne ten plan już na wiosnę i moje kłopoty się skończą, kierownica zaś nabierze niespotykanie niespotykanego wyglądu. Gdy klamki trafiły na swoje miejsce, mogłem zacząć przyglądać się licznikowi…

W przeciwieństwie do poprzedniego licznika, w którym paru funkcji momentami mi brakowało, tu na jakikolwiek niedobór narzekać nie mogę. Z czasem przyzwyczaję się do obsługi, jednak z pewnością musi to potrwać, choćby z powodu aż czterech przycisków. Montowanie nie przysporzyło mi większych trudności, instrukcja mogłaby być jednak czytelniejsza, przynajmniej mogłaby być książeczką większego formatu. Dziwaczne wydaje mi się montowanie podstawki do licznika i sensorów – wszędzie na gumki, w przypadku sensora kadencji dodatkowo zatrzaskowe opaski. Musiałem jeszcze tylko odrobinę pokombinować, by sensory widziały się z magnesami i wszystko zaczęło działać. Z zadowoleniem stwierdziłem, że mogę wprowadzić do licznika nie tylko dotychczasowy przebieg, ale nawet całkowity czas spędzony na rowerze. Niestety posiadam tylko pierwszą z tych informacji. Wieczorem jeszcze tylko zmierzę obwód koła, wprowadzę go gdzie trzeba i mogę wypróbować, jak to wszystko działa. Wcześniej muszę wymyślić, do czego może służyć mała śrubka na imbus, którą znalazłem rano na podłodze, w okolicach przedniej przerzutki… Mógłbym przysiąc, że wieczorem jej tam nie było. ;)

Katedra zakończona

Szczecińska katedra świętego Jakuba, w wyniku wojennych nalotów, na długie lata utraciła zwieńczenie swej wieży. Od paru miesięcy z uwagą śledziłem zapowiedzi wzniesienia na jej szczyt nowej iglicy – przedsięwzięcia niebywale kosztownego i śmiałego, którego podjął się obecny proboszcz, ksiądz Jan Kazieczko. Prace nad uświetnieniem największego kościoła Szczecina trwają już od dawna, remontu doczekała się elewacja, zamontowano ogrzewanie podłogowe, sprowadzono już piszczałki do nowych organów, wkrótce rozpocząć mają się prace nad windami wewnątrz wieży, jednak operacja zamontowania iglicy swą efektownością jest w stanie przyćmić wszystko. O ostatecznym terminie lokalne media poinformowały dzień wcześniej, jednak już od momentu sprowadzenia pod katedrę jednego z najwyższych dźwigów w Polsce, można było spodziewać się, co niebawem ma nastąpić. W piątek rano przyjechałem rowerem pod katedrę, gdzie już sama obecność setek mieszkańców Szczecina wskazywała, że nastąpić ma coś wyjątkowego. Zaczęło się długie oczekiwanie, którego tego dnia zakończyć miało się rozczarowaniem.

Tłum Kładka Wieża bez iglicy Robotnicy

Z pewnością liczni nieszczęśnicy, którzy wystawali na chłodzie parę godzin, mogli poczuć się zawiedzionymi. Podniesienie iglicy odwołano z powodu zbyt silnego wiatru, następną próbę zapowiedziano na następny dzień. Wstyd mi to przyznać, ale przegapiłem decydującą chwilę, nazajutrz przyjechałem pod kościół zbyt późno. Z pewną zazdrością patrzyłem na ludzi, którzy z pewnością wszystko widzieli, jednak mogłem już tylko patrzeć na gotowe.

Wieża i dźwig Iglica Łańcuchy

Uwieńczona iglicą wieża katedralna ogromnie zdobi Szczecin. Z pewną satysfakcją muszę podkreślić, że o ile w Warszawie z każdego niemal jej punktu widoczny jest Pałac Kultury i Nauki imienia Józefa Stalina, to w Szczecinie funkcję punktu orientacyjnego od kilku dni pełnić może bazylika świętego Jakuba. ;) Zapewne trzeba będzie jeszcze trochę poczekać, zanim zdjęte zostaną rusztowania, jednak już teraz mogę być pewien, że ostateczny efekt będzie niezwykły.

Wieża z iglicą i dźwig Krzyż i dźwig Dźwig Katedra z dystansu