Zakup z przeszkodami

Kierownica wreszcie dotarła, ale łatwo na pewno nie było. W środę późnym popołudniem znalazłem zatkniętą za drzwi karteczkę od kuriera, z prośbą o kontakt w sprawie dostawy i numerem telefonu. Natychmiast zadzwoniłem, niestety najwyraźniej skończył już na ten dzień pracę i zaproponował czwartek, na co musiałem przystać. Cały niemal dzień miałem spędzić na uczelni, jednak nie musiałem przecież odbierać przesyłki osobiście, dom nie stoi pusty. Kurier miał przyjść po amerykańsku – w samo południe. Następnego dnia, gdy siedziałem na pasjonujących ćwiczeniach z prawa karnego, gość parę razy próbował się do mnie dodzwonić. Na przerwie oddzwoniłem, a ten wyrecytował mi standardową formułkę, jakbyśmy gadali o mojej przesyłce pierwszy raz i na nic się wcześniej nie umawiali. Przypomniałem mu nasze ustalenia, o których najwyraźniej zapomniał, na co lekko zdenerwowany odpowiedział, że ma okropny młyn i przywiezie mi kierownicę w piątek, też w okolicach południa. Dziś wreszcie dotarł, zapłaciłem i w moje ręce trafiła prosta kierownica Easton EA30. Jakiś kwadrans siłowalem się z rozcięciem opakowania, tych wszystkich taśm klejących i grubej folii, wreszcie udało się.

Rany, jakie to lekkie! Czarny lakier, lekko matowy, piaskowany, sprawia wrażenie solidniejszego, niż na mojej dotychczasowej kierownicy. O wytrzymałości EA30 niczego oczywiście powiedzieć nie mogę. Z pewnością napiszę zaraz, kiedy tylko się złamie. W pudełku jeszcze instrukcja, jakby tu wiele mogło być do tłumaczenia… Nie pozostało mi nic innego, jak tylko zabrać się za wymianę i tu zaczęły się schody, drabiny i studzienki kanalizacyjne. Łatwo odkręciłem lewy róg, lekko zszokowany, że jest cięższy od całej kierownicy, złapałem się za chwyt, po czym moja irytacja zaczęła narastać. Jego ściąganie było prawdziwym koszmarem! Siedział tak mocno, że po półgodzinie poszło raptem kilka centymetrów, po pełnej godzinie wreszcie się udało, zdjąłem klamkę, manetkę i podstawkę do licznika. Problemy dopiero miały się zacząć, bo szybko okazało się, że prawego roga w żaden sposób nie jestem w stanie odkręcić. Próbowałem najzwyklejszą siłą, potem uderzałem w klucz imbusowy młotkiem, ale jedynym efektem tych zabiegów było, że klucz pogiął się w miejscu styku ze śrubą. Powoli konczą mi się pomysły, zaczynam się zastanawiać nad przepiłowaniem śruby. Dociera do mnie też, że zaraz po ewentualnym sukcesie, czeka mnie mozolne zdejmowanie drugiego chwytu.

Siedzę teraz i myślę, za co mnie takie przekleństwo dotknęło. Na dodatek zauważyłem, że tylny hamulec zachowuje się conajmniej dziwnie. Po przyciśnięciu klamki oba ramiona zbliżają się równo do obręczy, jednak nacisnąć mogę ją jeszcze trochę dalej, w wyniku czego prawe ramię dociska się bardziej i po puszczeniu klamki zostaje już w takiej pozycji. Czeka mnie grzebanie w hamulcach, a Masa Krytyczna już o 18:00. Wszystko wskazuje na to, że nie ma większych szans, bym mógł na nią pojechać. :/

Komentarze

wikiyu

emm dzisiaj jest 21 … masa krytyczna jest u Was chyba tak jak w reszcie kraju w OSTATNI piątek czyli 28 prawda?

co do gripów – polecam najpierw wstrzyknąć trochę wody pod nie :P
prawy róg – ciężka sprawa, ale jeśli wsadzić kierkę w imadło, imbus w śrubę a następnie zwiększasz ramię [rurą nałożoną na imbus bądź klucz oczkowy na imbusie to powinno ruszyć się.

Piotr Pyclik

Była właśnie dzisiaj, taki wyjątek. :) Niestety nie wyrobiłem się na nią, ale mówi się trudno. Gripy udało się jakoś wreszcie ściągnąć, tak samo rogi. Lekko nie było. ;)

Dodaj komentarz

Zamiast komentować, możesz wysłać trackbacka. Zapewniam szczerze, że w ten sposób będzie równie świetnie.

W treści komentarzy działa formatowanie Textile. Nie ma możliwości wstawiania plików graficznych.

  • _emfaza_
  • *silna emfaza*
  • "opis odnośnika":http://odnośnik.com
  • p. akapit
  • # lista numerowana
  • * lista wypunktowana
Kod weryfikacyjny