Sprawunki na koniec roku
Najgorszy okres w roku zbliża się nieubłaganie, a ja wprost nie mogę się go doczekać. Niech nadejdzie czym prędzej, wtedy zmierzę się z nim i zostawię go daleko za sobą. Przeczekam jakoś tych parę dni, zostanie mi po nich wiele otarć i potłuczeń, jednak będę zadowolony, że to już minęło, że aż rok spokoju przede mną. Zaczyna się ostatni tydzień nauki, czeka mnie dość paskudne koło z prawa konstytycujnego i równie paskudne, jednak powtarzające się regularnie, z karnego materialnego. Wezmę się za naukę, przejrzę parę książek, ponabijam sobie głowę mądrymi słowami i napiszę to. Żadne wyzwanie. Potem jednak najchętniej zawinąłbym się w kołdrę i niewzruszenie przekimał, aż do stycznia. Coś takiego oczywiście nie może mi się udać, więc zawczasu postarałem się o coś odtruwającego. Kosztowało odrobinę zbyt wiele, pojęcia nie mam kiedy dotrze, ale ogromną przyjemnością będzie zamontować w rowerze nową kierownicę i sztycę pod siodełko. To pewne, choćby śnieg i grad, wichura, deszcz i błyskawice improwizowały przeciwko mnie, że wypróbuję całość jeszcze tego samego dnia. Oczywiście zanim to nastąpi, jeszcze dziesięć razy będzie mnie ciągnęło na rower, muszę więc wyregulować wreszcie ten tylny hamulec, przyjrzeć się przerzutce i pozbyć się błota z niedostępnych zakamarków. Przy takiej robocie nie marzną przynajmniej palce.