Spięte wrażenia
Urwałem się dziś wcześniej z zajęć specjalnie, by wypróbować wreszcie jakim to cudem są pedały zatrzaskowe. Muszę przyznać, że miałem nietęgą minę, gdy zwoziłem rower windą na dół, gdy wyprowadzałem go przed blok i zastanawiałem się ciągle, czym te moje eksperymenty się zakończą. Pierwszą nogę wpiąłem bez problemów, rozpędziłem się nieco i zacząłem wywijać dziwnie drugą nogą. Trwało to odrobinę zbyt długo, ale wreszcie udało mi się i tu wpiąć, po czym pozostało mi już tylko jechać przed siebie, czekając z niepokojem na pierwszy przejazd przez ulicę. Gdy zbliżałem się do przejścia, najwyraźniej trafiło mnie umysłowe zamroczenie, chciałem się wycwanić i wypiąć tylko z jednej strony, co oczywiście okazało się beznadziejnym błędem – przeważyłem zupełnie nie tak, jak zamierzałem i kompromitująco się wywaliłem. Rozcierając obolałe kolano, przeklinając świat i unikając spojrzeń przechodniów, natychmiast wyciągnąłem z incydentu prawidłowe wnioski i odtąd uwalniałem obie nogi przed zatrzymaniem odpowiednio wcześniej. Wywrotka była do przewidzenia, prawdopodobnie nawet nie do uniknięcia, więc nie przejąłem się nadmiernie.
Po paru kilometrach wszystko zaczęło wyglądać dość dobrze i mogłem zacząć czerpać czystą przyjemność z jazdy. Uczucie zespolenia z rowerem i siły w nogach, następujące zaraz po wpięciu obu bloków, jest fantastyczne i zdecydowanie warte wydania tych kilkuset złotych. Średnia prędkość jazdy już teraz odrobinę wzrosła, przyspieszania spod świateł nie można nawet porównywać do tego, jakie możliwe jest z użyciem platform. W wyniku wywrotki piękny napis Shimano
na pedale trochę się już zarysował, ale co robić… Niezarysowanym może być tylko rower stojący w sklepie.
bwgg
> Niezarysowanym może być tylko rower stojący w sklepie.
Tak, i dlatego swoj zarysowałem 200 metrów od owego sklepu ; )
A zatrzaski to wynalazek lepszy, niż słodka otoczka na witaminie C.