Wpięte spięcie
Wreszcie przyszły! Oto są! Po powrocie z uczelni spojrzałem na wyświetlacz komórki i ze zdziwieniem stwierdziłem, że ktoś usilnie próbował się do mnie dodzwonić, nawet nagrał się na pocztę głosową. Numer nieznany, ale oddzwoniłem. Rozmówcą okazał się kurier, mocno starający się doręczyć mi pedały zatrzaskowe i bloki, które niedawno zamawiałem. Byłem potężnie zdziwiony, że mogły dotrzeć prosto do mnie aż tak szybko, CYKLOTUR wysłał je rzekomo we wtorek rano. Tym bardziej dodatni plus dla sklepu, mogłem natychmiast zabrać się za rozpakowywanie przesyłki. Shimanowskie PD-M540 wymagały dość sporego klucza imbusowego, by wkręcić je w korby, musiałem więc pół domu przerzucić w jego poszukiwaniu. Wreszcie się udało i po zamontowaniu pedałów włożyłem bloki SM-SH51 w buty. Rozpocząłem ćwiczenie wpinania i wypinania nogi z zatrzasku i tu trudnością okazało się nie jej uwolnienie, czego się obawiałem, ale precyzyjne trafienie w powierzchnię pedała. Nie mogłem odmówić sobie pewnej regulacji sztywności sprężyny, co poskutkowało wreszcie tym, że nie mogłem uwolnić stopy, jednak powróciłem już do optymalnych ustawień.
Parszywy los jak na złość przyprawił mi nieco nauki na najbliższe dni, więc na ulicę odświeżonym rowerem wyjechać będę mógł dopiero w czwartek wieczorem. Przed momentem znowu poćwiczyłem wpinanie się i poszło mi już znacznie lepiej, parę razy udało mi się wcelować bez najmniejszych komplikacji. Być może pozytywną stroną tego naukowego więzienia jest, że nie wyjadę między ludzi jak wariat, uwięziony żałośnie na rowerze. Odrobina praktyki na sucho też się przyda.
wikiyu
tak ci się tylko wydaje że łatwiej będzie ci się wpiąć.
Teraz gdy pedały stoją to jest to proste, pogadamy jak pedały będą się obracać :P [przy ruszaniu drugi wpinasz już jadąc, czasem trzeba też się wypiąć w zakręcie nogą czy jadąc po niepewnym gruncie [lód] i tu zaczynają być jaja z wpięciem w kręcący się pedał. Ale wszystko jest do wyćwiczenia.
Miłej jazdy.