Nieznośny grudzień
Rozpoczyna się przeokropny miesiąc. Biorąc pod uwagę, iż ostatnio najbardziej kojąco wpływa na mnie jazda na rowerze, musiałbym każdego poranka przedzierać się z jednego końca Szczecina aż na jego obrzeża przy Puszczy Wkrzańskiej. Moje możliwości ku temu są dość ograniczone, co również nie nastraja mnie nadmiernie optymistycznie. Pozostaje mi przeczekać z zaciśniętymi zębami:
- wyjątkowo dolegliwe kolokwia,
- obrzydliwą pogodę,
- przerwę świąteczną łącznie z Wigilią
- hucznego Sylwestra.
Spodziewam się zrozumienia co do niechęci wobec kolokwiów, jednak reszta moich narzekań może wzbudzić poważne wątpliwości. Jako iż moja rowerowa namiętność zdaje się narastać, oczekiwać by można, że na szarawą aurę zdążyłem się już uodpornić. Oficjalnie zapewniam, że sezonu jeszcze nie skończyłem, jednak podejrzanie często dopadają mnie bolesne wspomnienia słonecznych dni spędzanych na dwóch kołach. Gdy takie paskudne myśli dopadają mnie jeszcze, gdy pędzę na dwóch kołach, walcząc z jesiennym wiatrem… Robi się nieprzyjemnie.
Okres świąteczny nieodmiennie wpływa na mnie przygnębiająco. Nie dorabiam do tego ideologii, że niby walczę z komercją czy wszechobecną obłudą, że wyścig szczurów i galopująca homogenizacja kultury, ale jednak tę parę dni wolałbym móc przewinąć. Potem zaraz przychodzi Sylwester, który właściwie lepiej byłoby wyciąć, bo nawet przewijanie nie posiada tu wystarczającego waloru skuteczności. Serdecznie nienawidzę wielkich imprez, ich ogłuszającego hałasu, podpitej wesołości i rytmicznego podrygiwania do najgorszych przebojów myzyki rozrywkowej. Obracam się najwyraźniej w nieodpowiednim towarzystwie, bo w tej niechęci wydaję się być osamotnionym. Skutkuje to dość samotniczym sposobem spędzenia Sylwestra i koniecznością udzielania odpowiedzi na niewygodne pytania, gdy rozrywkowym znajomym alkohol wyparuje z głów. Nie zdobyłem się jeszcze na ostateczną decyzję, co zrobić ze sobą w tym roku, jednak parę argumentów przemawia za nocnym rowerowaniem. Symbolicznie przypieczętuje to nadchodzący rok jako rowerowy, wznosząc poziom mojej cyklozy na niedosięgłe wyżyny, pozwoli na przetestowanie świeżo zakupionych pedałów zatrzaskowych, zahartuje przed nadchodzącą sesją i nie pozostawi na koniec niezrozumiałego smutku, jaki maszeruje razem ze mną zawsze do domu, gdy wracam ze spotkań towarzyskich.
Limit marudzenia przeznaczony na ten miesiąc właśnie wyczerpałem i pozostaje mi już tylko siadać z radością do nauki prawa finansowego. Jutro…
fooshmer
Nie przejmuj sie, nie tylko ty tak masz. Dolaczam do klubu razem z moja dziewczyna :).
Na rowerze ostatnio wyjezdzilem najwiecej w drodze do biura i spowrotem, ale teraz nie chce mi sie przedzierac przez bloto/snieg (ladnie bym wygladal w biurze).
Rower zatem stoi i sie kurzy.