Wściekłość zaranna
Nic mi się nie chce, oczy zamykają się same, ciągła senność, bezradność i filipińska choroba goleniowa. Nie jest zbyt dobrze, mizerne przejawy mojej życiowej aktywności mizernieją tym bardziej. Praktycznie wcale nie żyję, teoria wskazuje jednak na coś innego, na dodatek przecież opisuję mój żałosny stan na blogu – widoczna jest tu ewidentna sprzeczność. Rzetelność grafomańskiego fachu wymaga, bym zapewnił teraz czym prędzej czytelnika, że nie trapią mnie żadne smutki czy problemy. Najzwyczajniej w świecie uszło ze mnie powietrze, a relaksujące wakacje wykończyły mnie do tego stopnia, że marzę teraz o drugich, trzecich, potem jeszcze krótkich czwartych, dla ukojenia duszy może nawet piątych. Rok akademicki rządzi się swoimi prawami, widoczny staje się powolny przyrost nauki, tymczasem dręczą mnie wciąż jeszcze wątpliwości: gdzie jestem, kim jestem, po co wstałem z łóżka i jak otworzyć szerzej oczy?
Jutro czekają mnie ćwiczenia o tyle osobliwe, że zdają się one ginąć w czasoprzestrzeni, umykać spojrzeniom pań z dziekanatu, omijać szerokim łukiem szanowną kadrę. Do trzech razy sztuka, być moze jutro wreszcie się odbedą, ale będę srodze zawiedziony, jeśli okaże się, że niepotrzebnie wstałem wściekle rano. Wściekle rano będę wściekle i srodze zawiedziony. Czy muszę jeszcze dodawawać, że będę pewnie wściekły?
czarnobiaua
Uważaj na lotne brygady Sanepidu ;)