W klasie
Parę dni ten rok akademicki już trwa, ale dziś dopiero zaczęło się na poważnie i z przytupem. Liczba ośmiu przedmiotów nie wywiera na nikim, nawet na mnie, większego wrażenia, słyszałem już o dolegliwym przypadku przedmiotów szesnastu, nie jestem jednak zadowolony z ułożenia planu zajęć. Od 9:00 do 18:00 miotałem się dziś po wydziale, jutro odrobinę lepiej, bo już tylko od 8:00 do 16:00 – czy przypadkiem nie wepchnięto mnie do raju? Może jest tu jakieś wyjście? Miałem okazję poznać prowadzących ćwiczenia i wykładowców, szczęśliwie nie mam tu licznych, człekokształtnych powodów do narzekań, choć może mają w swej właściwości, by tracić z czasem. Stracą na pewno z czasem egzaminów, zbierać wręcz będą noty ujemne, tylko czy one coś ich mogą obchodzić? Student to przecież takie małe, namolne ustrojstwo, plączące się pod nogami olbrzymów z kadry.
Niektórzy wykładowcy, pomiędzy licznymi dygresjami i anegdotami, celnymi wtrąceniami i żarcikami, zdążyli nawet poinformować, w jakie podręczniki warto by się wyposażyć. Jutro pędzę na rozkoszne zakupy, a kiedy tylko pieniądze wyrosną znów na drzewie – kupuję pedały zatrzaskowe i porządne buty. Co z tego, że zima?
Nami
Ja zainwestowałam w ksero, bo fundusze rodzinne by tego z czesnym nie przetrzymały ;). Przydatne i potem nie masz problemu po semestrze/roku gdy się coś zmieni i kolejny rocznik już nie może od Ciebie odkupić.