Na kolana!
Znowu się rozmarzyłem… Klawiaturę rzuciłem sobie na kolana, monitor postawiłem na taborecie, jednostkę centralną, supermachinę na podłodze, przez całe mieszkanie ciągnie się kabel od internetu. Sam spocząłem na fantastycznie wygodnej kanapie, po lewicy mojej leży myszka, za podkładkę służy stara teczka. Mój pokój popadł w całkowitą ruinę, choć będzie zapewne jeszcze gorzej, bo trzeba przecież zerwać tapety i pozbyć się farby z ram okiennych. Zapowiada się remont, dziś usunąć udało się meble, które plątałyby się wciąż pod nogami, a tak przebiegać on będzie mógł bez przeszkód. Dotąd przed komputerem musiałem siedzieć, męczyć się z niewygodnym krzesłem i biurkiem, teraz przed komputerem odpoczywam. Życie układa się nieraz złośliwie – nieuchronnie zostanę z kanapy usunięty, tak korzystna sytuacja potrwać zbyt długo przecież nie może, toteż trzeba rozejrzeć się za jej negatywną stroną, by żal później był mniejszy.
Wynaleźć choć jedną, zgrabną i paskudnie negatywną, stronę mojej wygody nie jest szczególnie trudno. Przed ekranem spędzam zbyt długi czas, a liczyć mogę go nawet podwójnie, bo na linii wzroku mam jeszcze telewizor. Wracają do tematu mojego rozmarzenia, o którym przypomniało mi kanapowe posiedzenie, wyjaśniam, iż jego tematem jest zakup laptopa. Prędko to nie nastąpi – rozprasza mnie ogromna ilość wydatków koniecznych i zbytkownych, jednak perspektywa możliwości trzymania komputera na kolanach silnie mnie motywuje. Siedzę wygodnie, przeglądam nudziarstwa internetu, piszę jakieś durnoty, ale na pewno nie gadam przez komunikator i nie muszę jednocześnie ślęczeć przy biurku, na kręcącym się krzesełku. Zastanawiam się poważnie, czy nie kupić laptopa używanego – i tak będzie mocniejszy od trupa, jakiego mam teraz, ale to używanie właśnie wcale mi się nie podoba. Pozostaje czekać cierpliwie, pieniędzy nie marnować, skąpić i oszczędzać.
Piotr Eckhardt
Ja kupiłem używanego i jest ze mną 2 rok i myślę że prędzej okaże się przestarzały niż się zepsuje.