Bohaterscy zbrodniarze?
Dziwnym trafem pojawiłem się przed telewizorem akurat w chwili, gdy na antenie produkował się prezenter prowadzący Fakty. Zamierzałem nie oglądać, zamierzałem odciąć się możliwie najskuteczniej, jednak parę słów zdążyłem usłyszeć. Sytuacja gorsza tym bardziej, że słowa te skłoniły mnie do przemyśleń. Materiał traktował o coraz częstszych inicjatywach budowy pomników, organizowania cmentarzy i innych formach upamiętniania żołnierzy Wehrmachtu, walczących na ziemiach Polski. Powiedzieć wypadałoby raczej, że grabiących, mordujących i gwałcących, jednak czy nie tego dopuszczają się przeważnie mundurowi w czasie wojny? Konflikty zbrojne przedstawiały się tak zawsze, nic nie sugeruje też możliwości zmian – trudno wierzyć w ewentualność powrotu średniowiecznego, rycerskiego etosu, a prawo międzynarodowe raczej marnie sprawdza się w praktyce. Kończąc tą dygresję, wyjaśniam pospiesznie, że bodźcem do napisania tych paru zdań było jedno z określeń, jakiego użyto w odniesieniu do żołnierzy III Rzeszy.
Redaktor Faktów stwierdził, że dla wielu Niemców żołnierze Wehrmachtu są bohaterami. Z punktu widzenia Polaka w żaden sposób nie mogę zgodzić się z taką oceną i niczego nie zmienia tu, iż II Wojna Światowa jest dla mnie tylko historią. Przyjąć można uproszczony obraz problemu, uznając najzwyczajniej, że nie sposób dostrzec bohaterstwo w żołnierzach, którzy walczą przeciw krajowi dokonującego oceny. Walczący dopuszczają się zbrodni, jakie zazwyczaj towarzyszą działaniom wojennym, choć akurat, powracając do tematu III Rzeszy, żołnierze niemieccy wyróżnili się swym okrucieństwem i doskonałością jego organizacji. Na uproszczenia wolę się nie godzić, w mojej opinii bliższym rzeczywistości jest założenie, że dla oceny bohaterstwa żołnierzy posiąść trzeba wiedzę, w jakiej sprawie toczy się wojna, której są aktorami. Trudno mi dostrzec bohaterstwo w tych, którzy biorą udział w konflikcie w roli agresorów, napadających na sąsiednie państwo, walczących by zapewnić sobie przestrzeń życiową. Tak pozytywna opinia należy się wyłącznie tym, którzy występują w roli obrońców, to im należą się pomniki. Odrębnym zagadnieniem jest, że upamiętniać w ten sposób rozsądniej jednostki, pobudki działań tłumów zbyt trudno zdefiniować. Uznaję za niepokojący sygnał, że pojawiać zaczynają się wątpliwości, kto w historii Wielkiej Wojny jest bohaterem, kto zbrodniarzem. Żołnierze Wehrmachtu nie zasługują na pomniki.
Bartini
Wiesz, w Estonii np. żołnierze Wehrmachtu są bohaterami, jako wyzwoliciele spod okupacji sowieckiej.
Ale jak najbardziej zgadzam się z tobą. Dzisiaj przejeżdżałem rano pociągiem przez Lisewo i Szymankowo i kiedy widziałem znicze to troche mnie scisnęło w gardle.
Jakby ktoś nie wiedział o co chodzi – http://pl.wikipedia.org/wiki/Most_Lisewski