Widownia pustoszeje
Składałem sobie obietnicę, że polskiej polityki obserwować już tak uważnie nie będę. Wystarczy parę serwisów informacyjnych raz na kilka dni, może coś w internecie od czasu do czasu, ale żadnych konferencji prasowych, debat polityków i publicystów, komentarzy, dziennikarskich relacji. I tak niczego przecież bym nie utracił, bo zazwyczaj nie jest możliwym, by zrozumieć zbyt wiele. Z resztą nawet nie warto wysilać się nadmiernie – do prawdy dotrzeć nie sposób, co więcej wzbudzić by mogła głębokie obrzydzenie. Nie jestem idealistą, żyjącym złudzeniami fantastą, wierzącym w możliwość lepszego świata albo przynajmniej Polski, niewiele byłoby w stanie mnie zaskoczyć, zasmucić, czy warto jednak swą wytrzymałość sprawdzać? Może jest tak, jak to mówi Rafał Ziemkiewicz w Pieprzonym losie kataryniarza?
Czy to możliwe, gryzł się wtedy, bezsilny, pogrążony w najczarniejszej nocy, że jesteśmy tacy właśnie, jak nas stale malują w telewizji – ciemni i durni z natury, niezdolni żyć samodzielnie, niezdolni sami sobą rządzić, potrafiący jedynie prześladować Żydów? Czy naprawdę nic w nas nie ma, nic już nie pozostało godności, uczciwości, rozumu, czy dla Polaka już nie ma innej drogi wejścia w świat niż denuncjowanie polskiego antysemityzmu, niż bicie się w piersi i krzyk: tak, jesteśmy głupi, brudni, pijani, jesteśmy fanatykami i szowinistami, zawsze prześladowaliśmy Żydów, to my paliliśmy ich na stosach, zamykaliśmy w gettach, dokonywaliśmy pogromów, a w końcu gazowaliśmy ich w naszych obozach koncentracyjnych – tak, jesteśmy zakałą świata, urządziliśmy tu sobie taki chlew, że już sami nie potrafimy w nim wytrzymać, a teraz przyjdźcie tu do nas, weźcie nas za pysk i zróbcie z nas ludzi?! I tylko wtedy wezmą cię pod ramię, podniosą i powiedzą: o, ten się nadaje?
Najwyraźniej jestem poważnie zniechęcony, nie potrafię odgadnąć jednak przyczyny tego stanu. Nie miałem przecież żadnych oczekiwań, gdy oddawałem swój głos na Prawo i Sprawiedliwość, nie spodziewam się też niczego, nosząc się z zamiarem ponownego dokonania tego wyboru. Wiem doskonale, czego się spodziewać, jaki spektakl znów będzie odgrywany, wciąż taki sam, akt po akcie. Jedyny z tego wniosek, że nie warto przynajmniej się zamartwiać, patrzeć wciąż w te same oczy, próbując dociec prawdy. Widownia pustoszeje.