Wszechświat z pikseli
Czy nie każdy marzył kiedyś, by jak Goran Trevize z Agenta Fundacji przemierzać kosmos szybkim statkiem i stawiać czoła niebezpieczeństwom, jakie spotkać mogą przeciętnego Amerykanina na odległych planetach? W znakomitej większości przypadków plany były zapewne mniej skonkretyzowane, nie każdy musi być zwolennikiem prozy Isaaca Asimova, często wygrywać mógł też kuszący scenariusz zostania strażakiem czy innym policjantem. Niezależnie od dokładnej treści waszych marzeń, przedstawić chciałbym wam doskonałą grę, dzięki której poważnie zagrożona jest moja sesja – The Ur-Quan Masters. Czy jest sens jednak płakać nad sesją, jeśli tytuł zapewnia tyle rozrywki?
Spostrzegawczy zauważyli już prawdopodobnie, że grafika nie powala. Nie trzeba długo jej oglądać, by móc powiedzieć, że nie jest fotorealistyczna. Nie jest wykluczone mimo to, że The Ur-Quan Masters wyglądać może lepiej niż najnowszy Unreal czy inny Quake, jako że opcji grafiki jest tam pod dostatkiem, a nie wszystkie miałem okazję przetestować. Wytrawni gracze wiedzą doskonale, że wygląd gry jest sprawą drugorzędną – najważniejsza jest grywalność, miodność, coś bliżej nieokreślonego, co wyjątkowy tytuł musi posiadać. Twórcom Star Control II: The Ur-Quan Masters udało się wydać grę, która potrafi przykuć do komputera na całe godziny, oczywiście z rozsądnymi przerwami na rozprostowanie kości lub naukę. Kilka lat temu źródła gry uwolniono, a dzięki projektowi The Ur-Quan Masters dziś zamęczać można ją na Linuksie, bez opłat i problemów.
Rozgrywka polega głównie na przemierzaniu kosmosu i radzeniu sobie ze wszystkimi konsekwencjami, jakie wiązać muszą się z tym procederem. Początkowo zwozimy tony rozmaitych kruszców do zaprzyjaźnionej stacji kosmicznej, by móc rozbudowywać tam swój statek. Z czasem uwagę w coraz większym stopniu absorbować zaczyna kwestia zdobycia sojuszników w walce z czarnym charakterem gry – rasą Ur-Quan. Spotykani kosmici często są przyjaźnie nastawieni, pełne humoru dialogi dziwnie kojarzą mi się z trylogią Douglasa Adamsa, co jest szczególnie mocnym punktem The Ur-Quan Masters. Oczekującym od gry relaksującej rozrywki nieco irytujące wydawać mogą się walki, do których dynamiki szybko można jednak przywyknąć, a które w miarę wzmacniania statku stają się coraz mniejszą przeszkodą.
Fabuła nie jest nadzwyczaj oryginalna, nie była też taką zapewne w roku 1992, kiedy wydano grę. Główny bohater najzwyczajniej ratować musi ludzkość od zagłady, stać się jej wybawcą i tak dalej… W żadnym wypadku nie jest to jednak wadą, o czym przekonać można się własnoręcznie, przemierzając ogromny wszechświat gry. Bez zastrzeżeń polecam, szczególnie jeśli właśnie powinniście uczyć się na egzaminy.



