Zagubiony wykład
Miałem cenną szansę, by poszerzyć swoje wiadomości o historii prawa prywatnego, głównie europejskiego, jednak ze wzmiankami też o Stanach Zjednoczonych. Wykład którego nie można przegapić? Rzecz jasna można, chętnie nawet wybrałbym taką możliwość, ale zadziałała silna wola i przemogłem się. Zaczynał się w południe, idealnie by wcześniej oddać rower do serwisu na, trochę opóźnioną już niestety, kontrolę gwarancyjną. Lekko kropił deszcz, dojechałem mimo to bez problemu, obyło się nawet bez ofiar śmiertelnych, rozbitych ciężarówek i wielokilometrowych karamboli. Na miejscu już tylko podpisałem jakiś papierek, umówiłem się na odbiór i mogłem pobiec do tramwaju.
Zauważyłem niedawno, że zaraz po zejściu z roweru chodzi mi się dziwnie niewygodnie. Czuję się niezręcznym i ociężałym, odrobinę więcej uwagi muszę przykładać do chodzenia, wydawać by się mogło, że tak banalnej czynności. Niemal natychmiast to mija, traktuję więc to tylko jako interesującą obserwację. Gdy tylko dotarłem do uczelni, zaraz zobaczyłem znajomych z mojej grupy – wykład odwołany. Obieg informacji, nawet o tak pozytywnym charakterze, nie funkcjonuje na pierwszym roku zbyt sprawnie, jeszcze wczoraj nic nie było wiadomo. Dopiero po powrocie do domu i włączeniu komputera zobaczyłem opisy ludzi na liście kontaktów, trochę po czasie. Pojęcia nie mam co teraz robić, istnieje dość ograniczona możliwość, że spotka mnie dziś jeszcze coś ciekawszego od nauki, nie jest to jednak pewne, w przeciwieństwie do wyczekujących mnie egzaminów. Uczyć się? Odpocznę trochę. ;)