Wolności żal
Przed niecałą godziną skończył się program Polacy, którego dzisiejszy odcinek dotyczył homoseksualizmu lub, by wykazać się większą precyzją, postulatów programowych ruchu gejowskiego. Szczegółowo swoich poglądów nie zamierzam teraz przedstawiać, wyrazić chciałbym tylko obawy, jakie dopadły mnie w czasie oglądania dyskusji. Po plecach przechodziły mi ciarki, gdy z ust organizatora parad tolerancji słyszałem stwierdzenia, iż Polacy jeszcze nie są w wystarczającym stopniu tolerancyjni, by akceptować zachowania typowe dla uczestników takich imprez na Zachodzie. Czujecie to? Jeszcze.
Niejako między wierszami odebrać mogłem komunikat, że nikt nie powinien protestować, gdy dochodzi do bezczeszczenia symboli religijnych, tak istotnych przecież dla osób wierzących, czy obrażania uczuć przeciwników ideowych na inne wymyślne sposoby. Jednocześnie z całą siłą krytyce należy poddawać głosy wszystkich tych, którzy na zachowania takie nie zgadzają się i głośno wyrażają swoją dezaprobatę. Ująć można by to we frazę: nie ma tolerancji dla nietolerancji. Problemem jednak jest, że obie strony barykady sobie przypisują posiadanie owej mitycznej tolerancji, nie zwracając zupełnie uwagi na prawdziwie, dawno już zapomniane, znaczenie tego słowa, traktując je czysto instrumentalnie.
Lewica znalazła dziś sobie nowy proletariat. Miejsce zbędnych już robotników zastąpili homoseksualiści, biseksualiści, transseksualiści, rozmaite osoby które ze względu na swoją seksualność cierpią podobno, doświadczając szykan ze strony aparatu państwa i pojedynczych ludzi. Hasłem przewodnim tego kierunku politycznego jest zapewnienie równości, rozumianej jednak czysto lewicowo, a więc takiej, której wprowadzanie w sposób nieunikniony wiąże się z ograniczaniem wolności. Równość tym razem nie ma dotyczyć sfery ekonomii, więc konfrontacja jej krzewicieli z zastaną rzeczywistością nie nabierze najprawdopodobniej kształtów nawet w minimalnym stopniu tak brutalnych, jak miało to miejsce za Czerwonego Caratu, ogólny cel pozostaje jednak ten sam.
Powracając do tematu parad – równość prawa do ich organizowania nie ma być zapewniana wszystkim, którzy wpadliby na pomysł takiego prezentowania własnych przekonań. Politykom lewicy chodzi o zapewnienie płaszczyzny promocji poglądów tylko dla siebie, dla nikogo innego. Protestują głośno, gdy z możliwości takiej skorzystać chcą ich przeciwnicy, obrzucają ich wytartymi już inwektywami, takimi jak: faszysta czy homofob. Parady są zaledwie pierwszym etapem, zwykle dość szybko dowiedzieć można się o próbach ingerencji w treści prezentowane na lekcjach, w programach telewizyjnych, tekstach prasowych.
Polska jest jeszcze na etapie kontrowersji wokół parad, proces ograniczania wolności przekonań wydaje się być jednak nieunikniony. Oferowana w zamian równość nie satysfakcjonuje mnie wcale. Wolności mi żal.
Azrael Nightwalker
„Jeśli wolność słowa w ogóle coś oznacza, to oznacza prawo do mówienia ludziom tego, czego nie chcą słyszeć.” – George Orwell