Trudny to wyczyn

Nie znoszę robić zdjęć ludziom. Pojęcia nie mam, gdzie ta niechęć ma swoje źródło, ale nie potrafię nigdy wykrzesać z siebie nawet odrobiny ochoty, by ją przełamać. Może ludzie są zbyt ruchliwi, uciekają ciągle z kadru? Albo też nie potrafię dostrzec w nich niczego ciekawego, jeżeli wcześniej nie gadam z nimi godzinami? Mówi się też, że wszyscy są tacy sami… Jakiejkolwiek przyczyny by się nie doszukiwać, smutna prawda jest taka, że wśród moich fotograficznych prób dominują landszafty. Przyroda przełamywana jest na nich z reguły wtrąceniem, w postaci betonowych konstrukcji, słupów wysokiego napięcia, kominów fabrycznych. Pośrednio jest w tych zdjęciach trochę człowieka, inaczej wychodziłyby mi zapewne pocztówki.

Nietrudno teraz musi być zrozumieć, jakim problemem jest dla mnie zrobienie zdjęcia sobie, żeby móc potem wstawić je na bloga. Nie chodzi nawet o radykalny spadek ilości odwiedzin, który niezawodnie nastąpi tego samego jeszcze dnia. Samo już wymyślenie, jak takie zdjęcie winno wyglądać, jak się na nim zaprezentować, znacznie mnie przerasta. Zapewnić mogę, że moje kompleksy mieszczą się w normie, problem jest tu czysto fotograficznej natury.

Na nieszczęście przypomniałem sobie wczoraj o blogu Fotka Pe eL, doskonałym skądinąd, jednak przyprawiającym mi dodatkowych trudności. Przecież jak tylko zacznę teraz ustawiać się przed obiektywem, skojarzenia napadną mnie natychmiast, wręcz mnie paraliżując. A co, jeśli nieświadomie sportretuję siebie, w sposób kojarzący się z serwisem Fotka.pl? Jest w tej możliwości coś odrażającego. Obawiam się niestety, że wyprodukować będę musiał kilka gram silnej woli i wreszcie się zdecydować. Powinienem mieć na swoim blogu zdjęcie, wiem jak brakuje mi zawsze widoku autorów, których zapiski czytam.

Ulga wieczorową porą

Wypełniona po brzegi lenistwem atmosfera ostatnich dni ogarnęła mnie tak mocno, że niemal zapomniałem o przykrym fakcie, iż jestem studentem. Mina mi zrzedła na tą myśl momentalnie, zaraz potem gorączkowo przeglądałem papiery, próbując dowiedzieć się co czeka mnie w tym tygodniu. Rzecz nie przedstawiała się zbyt dobrze, zaczynałem oswajać się z myślą o zaawansowanym multitaskingu, jaki niezawodnie miał mnie czekać. Zdążyłem już przeczytać rozdział w podręczniku, którego miałem się w miarę dokładnie nauczyć, gdy coś mnie tknęło i włączyłem Gajima.

Nadeszły dwie wiadomości od nieoficjalnej starościny mojej grupy. O ile po pierwszej, która część mojej dotychczasowej pracy czyniła bezużyteczną, dodawała za to kilogramy nowej, byłem wstrząśnięty i zmieszany, po drugiej moje trzewia napełniły się zracjonalizowanym optymizmem odnośnie dni przyszłych – tytułową ulgą. Okazało się, że moją sytuację można określić, jak bym to pewnie dawniej chętnie uczynił, słowem lajcik. Rozsądniej byłoby mi nie przesadzać, nauka zawsze się znajdzie, jednak cały stan utracił znamiona krytycznego tak, że jakąkolwiek nerwowość można było odstawić w kąt.

W tej chwili praktykuję rozprężenie i staram się nie myśleć o jutrzejszym dość ostrym ryciu. Budzik nastawiony już na 8:00, o tym też nie powinienem myśleć…

Bo zasługują na szacunek

Niekiedy zdarzają się w moim życiu takie chwile, w których muszę sięgnąć po podręcznik, z któregoś z przedmiotów kierunku moich studiów i zaczytywać się, próbując coś zapamiętać. Jeden z podręczników jest mi szczególnie niemiły, gdyż autor nie stroni w nim od uroczych wtrąceń w rodzaju: szlachetni marzyciele komunistyczni, postać Karola Marksa jest chyba najczęściej wspominaną, a i zdarzają się cytaty z jego błyskotliwego kompana Fryderyka Engelsa. Niedogodnościom tym staram się zawsze dzielnie stawiać czoła, jednak dziś tematyka komunistyczna podejrzanie mnie prześladowała.

Ponieważ moja nauka przypomina nieco stosunek przerywany, szybko rzuciłem książkę i zasiadłem przed komputerem. Wszystko zaczęło się dość nietypowo, bo od doniesienia Andrzeja Mężyńskiego z Dziennika, iż w stolicy Holandii stanąć ma pomnik prostytutki. Każdy naród ma takie pomniki, na jakie zasługuje – można by zamknąć sprawę tym krótkim stwierdzeniem, jednak warto zwrócić uwagę na sam fakt honorowania trudniących się tym zawodem, okazywania im szacunku.

Ręce na biodrach, wzrok skierowany do góry, sylwetka przechodząca przez próg. Oto jak będzie wyglądał pomnik prostytutki, który stanie w dzielnicy czerwonych latarni.

Władze miasta, na wniosek jednej z przedstawicielek najstarszego zawodu świata, postanowiły uhonorować panie z dzielnicy. Bo przecież to one rozsławiły miasto na cały świat.

Wypadałoby się teraz zastanowić, jaki w takim razie zawód nie zasługuje na szacunek? Być może nawet wszystko, co robi w swoim życiu człowiek, zasługuje zawsze na szacunek? Próbując zrozumieć kiedyś czym są tajemnicze wartości europejskie, znalazłem krótką informację, jakoby jedną z tych wartości była wolność. Nie mam najmniejszych wątpliwości, że nie jest to taka wolność, jaką mieli na myśli w swoich traktatach klasycy liberalizmu.

Powróciwszy do wertowania podręcznika, natrafiłem na rozdział o eurokomunizmie, o którym autor, co zaskakujące, wypowiadał się dość krytycznie. Temat nie był przedstawiony zbyt obszernie, szybko więc ponownie trafiłem przed komputer. Błądząc bezwiednie po zasobach sieci, natrafiłem na wypowiedź niejakiego Theodore'a Beara, która w wyjątkowo zręczny sposób zamykała moją intelektualną podróż.

Patrząc z perspektywy czasu, okazuje się, że komuniści, którzy doszli do władzy w wyniku rewolucji październikowej, byli prawdziwymi łaskawcami. Gniew wobec swej rodziny panującej, wyładowali w sposób jak najbardziej prostolinijny. Mordując ją. Następcy owych komunistów, którzy w wyniku lewicowej rewolucji intelektualnej, drugiej połowy XX wieku, przejęli panowanie nad umysłami, zbyt wielu ludzi, nie okazali się być równie łaskawi. Zamiast śmierci wybrali poniżenie. Dlatego też, z damy, którą kiedyś była Europa, uczynili ordynarną kurwę, sami stając się sutenerami.