Przyszły rower
Honorowa czytelniczka mojego bloga zwróciła mi dziś uwagę, że zbytnio się rozpolitykowałem, przez co odwiedzanie go straciło dla niej jakiekolwiek walory. Kłaniam się z przeprosinami i obiecuję znaczną poprawę, nie przesuwając jej w przyszłość, ale zaczynając już teraz. Okoliczności sprzyjają mi w stopniu tak wielkim, że od kilku minut mam o czym pisać – doczekałem się wreszcie solidnego zastrzyku gotówki. Zamierzam wykorzystać ją możliwie najprędzej, realizując jedno ze swoich marzeń, z kategorii tych realnych. Marzenie z pewnością nie powala oryginalnością, bo jest nim po prostu zakup roweru.
W kwestiach rowerowych jestem beznadziejnym laikiem, moje wymagania są skonkretyzowane w stopniu niewiele większym, niż że ma być to pojazd tani i dobry. Ochota na taki zakup męczy mnie już od zeszłych wakacji, w czasie których miałem okazję przemierzać wzdłuż i wszerz Koszalin na pożyczonej szosówce. Jeździło mi się wspaniale, co zawdzięczać mogę, jak mi się wydaje, zwłaszcza szczególnie lekkiej konstrukcji. W miarę możliwości chciałbym zdobyć rower o zbliżonych parametrach, choć wiem niestety, że nie będzie mnie stać aż na taką ekstrawagancję. Pozostaje mi próbować odnaleźć złoty środek i ostrzec już teraz – bezpieczeństwo szczecińskich dróg już niebawem wydatnie się obniży! ;)
Kangel
Też jakimś specjalistą nie jestem (choć sam niedawno sobie kupiłem), ale co oznacza dla Ciebie „tanio”? Wiadomo też, że jeździć można różnie… Więc GDZIE i JAK? Czy tylko po drogach? Czy może wolałbyś rower górski?