Nie płakałem po Blidzie
Żenujący, nieludzki, okrutny i świadczący o tępocie umysłowej tytuł wpisu? Przyznaję, samemu takim go widzę, jednak popełniłem go z premedytacją. Czym on się różni od hasła nie płakałem po papieżu
, jakie często można było dostrzec wszędzie tam, gdzie swoimi mądrościami dzielili się rozmaici ateiści, gimnazjaliści, socjaliści i inni wybitnie nowocześni ludzie? Zestawienie w jednym tekście Barbary Blidy i Jana Pawła II jest oczywiście idiotyzmem, szalenie jednak kuszącym, gdy człowiek wysili się choć trochę i spróbuje odnaleźć podobieństwa obu sytuacji.
Nietrudno o zwolenników poglądu, iż Kościół Katolicki jest organizacją przestępczą. Jeszcze łatwiej jest zapewne znaleźć wśród Polaków takich, którzy są przekonani, że organizacją przestępczą jest Sojusz Lewicy Demokratycznej. W przypadku obu tych twierdzeń można próbować przedstawiać rozmaite dowody, mniej czy bardziej przekonujące. Czy nie jest jednak tak, że pozbawione są one znaczenia? Z obu poglądów jakie przedstawiłem wyżej, bliższy jest mi ten drugi, skupię się więc na SLD. Z wielkim przekonaniem mówić można, że działacze tej partii dopuszczają się przestępstw, zawsze jednak znajdzie się ktoś, kto zażąda przedstawienia wyroków sądów. Jest to w pełni uzasadnione, czy jednak można być optymistą na tyle, by nie oczekiwać pojawienia się zaraz kogoś, kto podważać będzie takie wyroki, bo wiadomo przecież co knują Kaczyńscy?
Wszędzie tam, gdzie do czynienia mamy z, szeroko pojmowanymi, przekonaniami politycznymi, jakiekolwiek argumenty pozbawione są znaczenia. Mogą przedstawiać szczerą prawdę, odwoływać się do rozsądku, mądrości w jaką podobno wyposażony jest człowiek, tu jednak na nic się nie przydadzą. W polityce wartość mają tylko błyskotliwe hasła, slogany w stylu: nie płakałem po papieżu
, wykrzykiwane najlepiej z ekspresją przez przystojnego mężczyznę w garniturze, czy modelkę opiętą w kostium, akcentujący jej wdzięki. Przeglądając niedawno informacje na temat wizji gmin komunistycznych, marzeń snutych już od czasów Platona, zauważyłem w nich pewien stały element – wspólnotę żon. Filozofowie mogli zamęczać swoich słuchaczy długimi wykładami, jednak hasło darmowa kobieta dla każdego i tak zawsze było skuteczniejsze. Nic się nie zmieniło.

