Zawiodłem się
To była męska decyzja. Napis beta przy najnowszej wersji Ubuntu nie był w stanie mnie przestraszyć. Błyskał wciąż złowrogo, gdy przeklikiwałem się przez gąszcz odnośników, moja determinacja była jednak większa. Wkrótce mogłem umieścić w napędzie wypaloną świeżo płytę. Chciałem problemów, sam się o nie prosiłem. Srodze się zawiodłem.
Programiści z ekipy Ubuntu po raz kolejny nie stanęli na wysokości zadania. Moje oczekiwania nie były wcale wygórowane – zadowoliłaby mnie nawet niedziałająca grafika, brak polskich znaków, czy cisza dobiegająca z głośników. Nic takiego nie nastąpiło, a ja zgrzytając zębami ze złości, najzwyczajniej w świecie zacząłem używać Ubuntu 7.04. Niech przeklęte będą przyjazne systemy operacyjne!
KKK
Kojarzy mnie się Twój wpis z kącikiem redakcyjnym jakiejś gazety komputerowej.
Gostek pisze, ze czyta o tych ustawicznych problemach z Windows i już sam nie rozumie
dlaczego u niego wszystko działa? I pyta rozpaczliwie, co źle robię?
Mnie to moje Ubuntu też już męczy.
Mam ochotę zainstalować Solaris, ale czekam na pierwsze opisy innych ciekawskich.
I jakoś cisza zupełna.